Napęd 1x11 - przyszłość MTB ? - BikeStory.pl

Napęd 1×11 – przyszłość MTB ?

Starsi rowerzyści zapewne zetknęli się w latach 90-tych z rowerami górskimi wyposażonymi w 4 tarcze w korbie. Tak! Pomysłowość inżynierów była imponująca. Ograniczeni siedmioma przełożeniami z tyłu poszukiwali oni pomysłu na uczynienie roweru jak najbardziej uniwersalnym. Możliwość podjechania pod największe góry miały zapewnić właśnie 4 tarcze z przodu. Pomysł teoretycznie dobry, w praktyce nie przyjął się. Znaczna waga całego zestawu, ale przede wszystkim niewygoda użytkowania – rowerzysta musiał ciągle szukać właściwego biegu, operując non-stop obiema przerzutkami – sprawiły, że pomysł szybko zniknął z rynku. Późniejsze wprowadzenie kaset 9-cio, a następnie 10-cio rzędowych wydawało się rozwiązać problem – dopracowane 3 tarcze z przodu i 10 zębatek z tyłu pozwalało pojechać praktycznie wszędzie.

Wielu rowerzystów zauważało, że taka konfiguracja nie jest idealna – owszem, jesteśmy gotowi na wszystko, ale wiele przełożeń dubluje się, a skrajne są bardzo rzadko wykorzystywane. Na wielu trasach najmniejsze koronki nie są w ogóle potrzebne, a ich zdemontowanie, co urwało by trochę w masy roweru, nie jest możliwe bez większego kombinowania. Co jakiś czas na trasach widywane były przerabiane przez samych zawodników napędy oparte na tylko jednej zębatce z przodu – pomysł bardzo dobry, ale wykonany chałupniczo był dość awaryjny, mało precyzyjny, a jego korzyści odkrywali głównie amatorzy płaskich i średnio pofałdowanych tras. Kwestią czasu była reakcja potentatów branży rowerowej na te ciekawe trendy.

Kiedy wszyscy liczyli na odzew japończyków z Shimano, w 2012 roku amerykański Sram zadziwił świat prezentując grupę XX1 – jedna zębatka w korbie i 11 zębatek w kasecie (największa 42 zęby!, najmniejsza 10 zębów!) zapowiadały wielką rewolucję. Shimano długo zwlekało z odpowiedzią – dopiero zaprezentowany w tym roku nowy XTR M9000 oferuje podobne rozwiązania – możliwość zamontowania korby z jedną zębatką (są także wersje z dwiema lub trzema), kaseta 11 zębatek (ale o węższym zakresie 11-40) pozwala podsumować tą zmianę i ocenić, czy to faktycznie nowy, jedyny słuszny kierunek na najbliższe lata, jak zgodnie twierdzą eksperci rynku rowerowego. Przyjrzyjmy się pokrótce, co oferują napędy obu producentów i jak zostały przyjęte na rynku.

 

Napęd SRAM XX1 wywołał niesamowite poruszenie. Nie chodzi o sam pomysł na jedną zębatkę z przodu i dzięki temu rezygnację z przedniej przerzutki i manetki. Kaseta o 11 zębatkach, gdzie najmniejsza ma niewidziane dotychczas 10 zębów, a największa niesamowite 42 zęby, świadczy o sile napędu. Niestety korzystanie z niej wiąże się także ze zmianą bębenka – najlepiej więc zakupić cały zestaw (który oczywiście do tanich nie należy). Tak rozpiętość kasety pozwala na stosowanie małych zębatek w korbie, choć SRAM oferuje kilka ich wariantów do wyboru, co w połączeniu z bardzo łatwą wymianą (nie potrzeba ściągać ramion korby) pozwala szybko dostosować przełożenia pod konkretną trasę. Rozwiązanie to przeznaczone jest głównie dla zawodników i zamożniejszych amatorów – zakup wszystkich wariantów przedniej zębatki to niebotyczny dla Polaków wydatek. Niemniej oczekiwania rynku zostały zaspokojone – mamy możliwość całkowitego zrezygnowania z przedniej przerzutki i manetki, rower wygląda estetycznie, oraz jest znacznie lżejszy od tradycyjnego.

Napęd XX1 to całkowicie nowy produkt, naszpikowany nowoczesnymi technologiami. Największa zębatka w kasecie wykonana jest z aluminium i oddzielona jest od reszty kasety. Pozwala to znacznie zaoszczędzić na wadze, ale ujemnie wpływa na jej wytrzymałość na ścieranie. Pozostałe 10 zębatek wykonano z trwalszych materiałów. Wszystko razem to bardzo ażurowa konstrukcja, ponawiercana gdzie tylko się da. Wszystko celem obniżenia masy, co w tym przypadku przyniosło oczekiwane rezultaty.

Do tej pory stosowanie jednej zębatki z przodu wymuszało używanie napinaczy łańcucha, zapobiegających jego spadaniu z tarczy podczas jazdy po wybojach i przy skokach. SRAM rozwiązał ten problem: specjalna przerzutka tylna o znacznie zwiększonym zakresie pracy, nowy łańcuch przystosowany do pracy pod dużymi skosami, ale przede wszystkim innowacyjna konstrukcja zębów przedniej zębatki pozwalają zapomnieć o tym problemie!

Ciekawostką są manetki – mamy możliwość wyboru systemu zmiany przełożeń – popularna w Europie manetka obsługiwana kciukiem, lub, dla wielu archaiczne, ale lubiane w USA rozwiązanie obrotowe GripShift.

Cała grupa pełna jest karbonowych wstawek i innych podobnych uszlachetnień, co czyni ją raczej nieosiągalną finansowo dla przeciętnego Kowalskiego. Pozostaje poczekać jeszcze trochę, aż zastosowane tu pomysły zaczną „schodzić” do niższych, tańszych grup, co, mamy nadzieję, nastąpi już wkrótce. Obecnie grupę XX1 można nabyć za ok. 4000 złotych, z jedną zębatką korby w zestawie. Sporo, nie tylko jak na polskie warunki.

Odpowiedź Shimano przyszła w 2014 roku. Japończycy zapewniają, że tak późna reakcja spowodowana była potrzebą maksymalnego dopracowania konstrukcji, aby zostawić konkurentów ze SRAM w tyle.  Rywalizujące ze sobą grupy różnią się od siebie w kilku elementach. Jak wspomniałem, Shimano oferuje wariant tradycyjny – klient może zakupić korby z dwiema lub trzema zębatkami, a także przerzutkę przednią – wszystko współpracujące z grupą M9000. Skupmy się na rozwiązaniu z jedną tarczą.

Korba z jedną tarczą dostępna jest z suportem w dwóch szerokościach, różniących się o 10 mm. Węższe rozwiązanie skierowane jest do miłośników XC, gdzie najważniejsza jest wysoka wydajność. Szersza opcja spodoba się miłośnikom enduro, gdzie liczy się pewność prowadzenia, która jest zdecydowanie wyższa w tym wariancie. Samą tarczę można szybko wymienić na inną – dostępne są 4 warianty 30, 32, 34 i 36 zębów, czyli zakres mniejszy niż u amerykanów, gdzie najmniejsza tarcza może mieć 28 zębów.

Mniejszy zakres ma też kaseta. Shimano trzyma się sprawdzonej, najmniejszej koronki o 11 zębach, największa ma „jedynie” 40 zębów, a więc znowu mniej niż u konkurenta (42). Te różnice czynią japoński napęd mniej uniwersalnym. Shimano broni się twierdzeniem, że 42 zęby z tyłu to aż nadto dla wytrenowanego zawodnika, tym bardziej nikt nie będzie korzystał z kombinacji 28-42.

W konstrukcji przerzutki tylnej nie znajdziemy rewolucyjnych rozwiązań – dopracowano sprawdzone starsze modele, przystosowując je do obsługi 11 przełożeń. Udoskonalano system Shadow RD+, dzięki któremu przerzutka może pracować w dwóch trybach: miękkim, gdzie przełożenia wchodzą bardzo gładko, ale wózek przerzutki łatwo podskakuje na wertepach, lub usztywnionym, gdzie wózek pozostaje niemal nieruchomy, co przekłada się niekorzystnie na kulturę pracy przerzutki.

W skład grupy XTR M9000 wchodzą oczywiście jeszcze inne elementy. Dla nas ważne będą manetki, które również przypominają swoje poprzednie, sprawdzone wersje. Dostosowano je do obsługi 11 przełożeń i wprowadzono kilka zmian wizualnych. Serce konstrukcji dalej stanowią łożyska kulkowe, a całość jest w pełni rozbieralna, dzięki czemu łatwa w serwisowaniu.

Najnowsze dziecko Shimano jest na rynku dopiero kilka miesięcy, ciężko więc o wiarygodne opinie i wyniki długodystansowych testów. Łatwiej znaleźć oceny samego pomysłu, jakim jest napęd 1×11. Reakcja środowiska była pozytywna. Rowerzyści otrzymali to, czego oczekiwali, choć korzystanie z tych rozwiązań amatorsko, na co dzień, nie jest szczególnie proste, a tym bardziej tanie. Jeżeli mamy tylko 1 rower, którego używamy do jazdy w zróżnicowanym terenie, konieczne jest posiadanie więcej niż 1 tarczy przedniej, jeżeli chcemy liczyć się w stawce na maratonie lub po prostu przeprowadzić dobry trening. Ciężko wskazać faworyta – wydaje się, że rozwiązanie SRAM, oferujące więcej przełożeń, ponadto sprawdzone w okresie 2 lat od premiery, lekko góruje nad niesprawdzonym jeszcze patentem Shimano. Możemy mieć oczywiście pewność, że nowy XTR jak zwykle nie zawiedzie, ale przyjdzie nam chwilę poczekać na klarowną odpowiedź. Tak samo jak przyjdzie nam czekać na spopularyzowanie omówionych rozwiązań na rodzimym podwórku. Cena obu zestawów to obecnie największa bariera….

Środowisko rowerzystów jest raczej pozytywnie nastawione do nowego pomysłu. Pojawia się temat konieczności częstej zmiany zębatki przedniej, ale tego nie da się uniknąć, jeżeli chcemy mieć rower na każde warunki. Wielu doświadczonych maratończyków zauważa ponadto, że nie jest konieczne posiadanie super miękkich przełożeń w rowerze – bardzo strome podjazdy często szybciej pokonamy prowadząc rower – próby podjechania będą czasochłonne i męczące. Oczywiście puryści nie schodzą z roweru i nie uznają podchodzenia, obalając ten argument. Ale spory takie zawsze były i zawsze będą – dzięki nim rynek stale się rozwija, na czym najbardziej korzystamy my, rowerzyści. Tak trzymać!

Spragnionych informacji o rowerowych nowościach zapraszamy do śledzenia naszego profilu na portalu Facebook!