Owijka szosowa – jak wybrać najlepszą

Owijka szosowa to nic innego jak odpowiednik gripów w rowerach miejskich, crossowych i MTB. Pełni rolę pośrednika pomiędzy dłonią rowerzysty a gołym metalem/karbonem – czyli po prostu kierownicą. W rowerze szosowym jest to bardzo widoczny element, gdyż pokrywa sporą powierzchnię, ma więc duży wpływ na ogólną prezencję roweru jako całości.

Owijka to nic innego jak dwa, równej długości kawałki taśmy, sprzedawane w zestawie z zatyczkami do kierownicy oraz dwoma kawałkami taśmy samoprzylepnej do zakończenia nawijania w okolicy mostka. Często producenci dodają także po 2 krótkie paski owijki do owinięcia manetek (pod gumą je osłaniającą) dzięki czemu trzymanie rąk na tzw. łapach jest znacznie bardziej komfortowe.

Sam montaż można oczywiście wykonać samodzielnie, posilając się poradnikami z internetu. Nawijanie taśmy to sztuka sama w sobie i tylko doświadczony mechanik zrobi to równo i estetycznie, warto więc na początku powierzyć to zadanie specowi, bacznie mu się przyglądając. Niechlujnie założona owijka może zacząć odklejać się, rujnując dobrą prezencję roweru szosowego.

Wybierając owijkę decydujemy nie tylko o kolorze czy wzorze, których jest na rynku mnóstwo, ale wybieramy także materiał, z jakiego ma być wykonana owijka. Korek, korek z żelem, guma, sztuczna czy prawdziwa skóra – wybór jest spory – wszystko zależy od potrzeb i zasobności portfela.

Najpopularniejsze są owijki korkowe – lekkie, dość miękkie i przyjemne w dotyku, wykonane z matowego materiału, kosztują od 30 do 60 złotych. Dobrze nawinięta owijka powinna wytrzymać 2 sezony. Jej główną wadą jest szybkie brudzenie się (można myć) oraz np. wchłanianie potu – denerwujące dla osób nie używających latem rękawiczek. Osoby potrzebujące lepszej amortyzacji na kierownicy mogą pokusić się o owijkę korkową z domieszką żelu w środku – kierownica zrobi się grubsza i przyjemniejsza w dotyku. Koszty nie wzrosną znacząco – spokojnie zmieścimy się w 100 zł. Dla fanatyków, którzy zdecydują się przeznaczyć ponad 100 zł na owijkę rynek oferuje całą gamę ciekawych produktów – sztuczna lub prawdziwa skóra (250 zł) dobrze prezentuje się na retro szosach (najlepsze skórzane owijki robi Brooks), można także przebierać w produktach o materiale lekko gumowanym, który wydatnie zwiększa przyczepność dłoni. W tych wyższych modelach spotkamy np. owijki dwukolorowe, czy fluorescencyjne, świecące w ciemności 🙂

Owijka Cinelli Lumen świecąca w ciemności

Wybierając owijkę nie warto zawracać sobie głowy najtańszymi produktami. Mogą okazać się za krótkie do ciasnego owinięcia, a klej będzie na tyle słaby, że przy jakiejkolwiek próbie cofnięcia się przy nawijaniu raz odklejony nie złapie ponownie z dobrą siłą. Warto kupować owijki sprawdzonych, szosowych marek – nie powinny przynieść rozczarowania!


Dziś odbiegamy na chwilę od sportowych, szybkich maszyn i pochylamy się chwilę na problemem trapiącym tych nieco spokojniej jeżdżących rowerzystów. Użytkownicy rowerów trekkingowych, ale przede wszystkim miejskich często montują do nich kosze – metalowe czy wiklinowe, służyć mają przewożeniu lekkiego bagażu na raczej krótkich trasach. Rynek oferuje kosze do zamocowania z przodu, bezpośrednio na kierownicy, ew. na specjalnej podporze przykręconej do przedniej ośki i widelca, oraz kosze montowane na bagażniku z tyłu roweru. Dziś przyjrzymy się koszom przednim – które z dostępnych rozwiązań jest najlepsze?

Wybierając kosz przedni należy przede wszystkim dopasować go do posiadanego roweru! Jeżeli mamy klasyczny rower miejski, ze wspornikiem kierownicy wpuszczanym do główki ramy (tzw. fajka) mamy 3 opcje: kosz wieszany na kierownicy na drucianych hakach, kosz podparty o wspornik kierownicy i oś przedniego koła, a także kosz podczepiony pod wysięgnik mocowany do wspornika kierownicy.

Pierwsze rozwiązanie jest najprostsze i najtańsze, teoretycznie da się zastosować w każdym typie roweru, choć trzeba upewnić się, czy sposób gięcia posiadanej przez nas kierownicy nie przeszkodzi w prawidłowym osadzeniu kosza. Kosze podwieszane metalowe znajdziemy już za ok. 20 zł, te lepsze to wydatek 50-70 złotych. Główne zalety, czyli niska cena i łatwość montażu nie przesłaniają skutecznie istotnej wady w postaci słabej stabilności mocowania. Podwieszany kosz będzie bujał się na wertepach, przesuwał się na kierownicy, a nie obciążony może wręcz z niej spaść przy większych wstrząsach. Dodatkowo jego haki, jeżeli nie są zabezpieczone gumą, porysują kierownicę, dlatego rozwiązanie to polecam użytkownikom tańszych rowerów, których porysowanie nie będzie dla nas bolesne, a które służą do przewożenia raczej lekkich bagaży na krótkie odległości. Zaletą szybkiego montażu jest możliwość równie szybkiego zdjęcia kosza z roweru, dzięki czemu możemy zabrać go ze sobą np. na zakupy.

Drugi typ kosza rowerowego przedniego również jest dość tanim rozwiązaniem. Za ok. 30-40 złotych uda się nabyć metalowy kosz, który podpiera się w dwóch miejscach – na wsporniku kierownicy i na osi koła. Kosz z tyłu opiera się na blaszce, którą montujemy na wsporniku (należy go wyjąć i przełożyć wspornik przez otwór w uchwycie),a od spodu podpiera się na drucie mocowanym do osi koła (należy odkręcić nakrętki osi i wsunąć pod nie zaczepu wspornika. Dwa punkty podparcia dają całkiem niezłą stabilność, ale w dalszym ciągu nie należy przewozić ciężkich ładunków – 5 kilogramów to maksimum w tym przypadku. Wadą jest brak możliwości szybkiego zdemontowania kosza, co jednocześnie utrudnia jego kradzież, a więc jest zaletą 🙂

Trzecia opcja to zastosowanie wysięgnika, który dzięki obejmie mocuje się na wsporniku kierownicy, a następnie przykręca się do niego kosz, za pomocą specjalnego, plastikowego adaptera. Rozwiązanie podobne do powyższego, ale pozbawione podparcia od spodu. Praktyczne tylko w przypadku bardzo lekkich ładunków.

Najpopularniejszym obecnie sposobem montażu kosza na kierownicy jest zastosowanie przykręcanego na stałe adaptera, na który podwiesza się kosz bez konieczności używania narzędzi. Dominuje tu system zatrzaskowy, dzięki czemu zamocowanie kosza na wsporniku trwa chwilę i poradzi sobie z nim dosłownie każdy. Całość składa się z solidnego, przeważnie metalowego (są i wiklinowe) kosza oraz ramienia wspornika, które przykręca się do kierownicy (pasuje do większości jej typów). Do tylnej części kosza przykręcamy specjalne gniazdo, które dopasowane jest do wspornika i pozwala połączyć jedno z drugim. Całość zachowuje się bardzo stabilnie i wygląda bardzo estetycznie. Niestety solidność mocowania nie zmienia ładowności kosza – w dalszym ciągu maksymalny ciężar, jakiego przewożenie zalecają producenci, to 5 kg. W tym segmencie dominują produkty takich marek jak Topeak oraz Basil, ceny oscylują w okolicy 120-150 złotych za metalowy kosz z mocowaniem.

Podsumowując – jak widać jest wiele sposobów na przewożenie bagażu w koszu na kierownicy, opcje są zróżnicowane cenowo, także każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Wybierając się po kosz rowerowy, warto podjechać do sklepu rowerem – sprzedawca będzie mógł dobrać model kosza, który bez problemów będzie pasował do roweru, a dodatkowo w większości przypadków obsługa zamontuje kosz bez dodatkowych opłat. Kupowanie w ciemno może skutkować potrzebą wymiany modelu na inny.

Pamiętajmy także, że do przewożenia ciężkich ładunków warto zaopatrzyć się w kosz montowany na bagażniku – duży ciężar przewożony wysoko nad ziemią, na kierownicy, będzie miał negatywny wpływ do płynną jazdę – utrzymanie pożądanego kierunku jazdy będzie wymagało większego skupienia i użycia większej siły, co, zwłaszcza słabszym paniom, może sprawić problemy…


System elektroniki rowerowej Topeak Panobike

 

Ostatnie kilka lat to prawdziwy boom na sportowe urządzenia pomiarowe. Zwykły licznik rowerowy pokazujący bieżącą prędkość i przejechany dystans to już zdecydowanie za mało. Pomiar tętna, kadencji (prędkość obrotów korby), wyznaczanie tras za pomocą odbiornika GPS to „bajery” dostępne obecnie coraz szerszemu gronu rowerzystów – skomplikowane komputery rowerowe stały się bardziej przystępne cenowo oraz osiągnęły przyjemne, kompaktowe rozmiary. Dlatego też coraz częściej w rozmowach rowerzystów przejawia się wątek kadencji lub stref tętna, czyli czynników, które możemy mierzyć za pomocą wspomnianych urządzeń. Najpopularniejsze, ale też dość kosztowne, są typowe rowerowe urządzenia pomiarowe, do których zaliczyć możemy produkty takich marek jak Garmin (modele z serii Edge), Suunto czy Polar. Montowane na kierownicy – pokazują całe mnóstwo danych z jazdy, dzięki którym rowerzysta może efektywniej wykorzystać czas, jaki przeznaczył na rower. Urządzenia takie kosztują jednakże dość dużo, podstawowe modele to wydatek ok. 1000 zł, nie są więc dostępne dla każdego. Na ratunek przyszły rowerzystom telefony. Popularne smartphone’y rozwijają się w niesamowitym tempie i są coraz częściej wykorzystywane jako sportowe urządzenia pomiarowe. Zapewne wielu z Was zna i używa aplikacji Endomondo, która, poza dostarczaniem nam danych takich jak prędkość, czas jazdy, przewyższenia, zapisuje ślad z wycieczki na mapie, dzięki czemu możemy dokładnie przeanalizować, gdzie byliśmy, jaką w danej chwili mieliśmy prędkość i wiele temu podobnych. Podobne funkcjonalności zapewnia aplikacja Strava, skierowana głównie do kolarzy szosowych. Płatne wersje tych aplikacji oferują współpracę z czujnikami tętna, ale konieczny jest telefon z obsługą ANT+, czyli systemu kodowania sygnałów bezprzewodowych, który jest standardem w przypadku np. urządzeń Garmin. Lukę w rynku szybko zauważyła, znana z wielu innowacyjnych rozwiązań, firma Topeak. Na potrzeby ambitnych rowerzystów stworzono pakiet urządzeń Panobike, które komunikują się między sobą dzięki Bluetooth. Seria obejmuje kilka urządzeń – zobaczmy, co zawiera i jak działa.

Panobike to przede wszystkim aplikacja na telefon. Stworzona od postaw przez inżynierów Topeak, idealnie współpracuje z akcesoriami Panobike, dostarczają rowerzyście pakiet najpotrzebniejszych informacji. Pakiet obejmuje także czujnik kadencji połączony z czujnikiem prędkości, opaskę do pomiaru tętna, oraz komputerek, dzięki któremu możemy stale obserwować dane z jazdy (po zamontowaniu do na kierownicy) bez potrzeby mocowania telefonu na kierownicy, który może spokojnie leżakować w kieszeni. Podstawą działania systemu jest więc telefon – Iphone, Samsung lub Sony. Po ściągnięciu aplikacji telefon sam wykryje, sparuje się z czujnikami tętna i kadencji znajdującymi się w pobliżu telefonu. Na ekranie otrzymamy więc kompletny zestaw informacji – prędkość, czas jazdy, aktualne i średnie tętno, bieżąca i średnia kadencja oraz wiele, wiele innych. W takiej konfiguracji przyda się więc uchwyt na telefon montowany na kierownicy – jest ich w ofercie Topeak duży wybór, powinno udać się dopasować coś do każdego telefonu.

Wspomniany komputerek to dodatkowe akcesorium pozwalające trzymać telefon w kieszeni. To telefon jest urządzeniem, które gromadzi i przetwarza dane, ale wysyła je do komputerka, który, zamocowany na kierownicy, zachowuje się jak typowy licznik rowerowy. Pozwala to na pracę telefonu z wygaszonym ekranem, co znacznie wpływa na mniejsze zużycie baterii. Jeżeli już mowa o baterii – zapewne każdy posiadacz smartphone’a narzeka trochę na ich krótkie działanie po naładowaniu. Dodatkowe obciążenie telefonu całym zestawem Panobike nie może się dobrze skończyć – wszystko razem pociągnie ledwie kilka godzin. Aby zniwelować ten problem wystarczy zaopatrzyć się w tzw. powerbank, np. z oferty Topeak. Przenośna bateria pozwala kilkakrotnie naładować do pełna telefon w trasie, lub po prostu podtrzymywać go przy życiu. Rozwiązanie takie przyda się rowerzystom lubującym się w naprawdę długich, wielogodzinnych wyprawach.

Wszystko jak widać jest dobrze przemyślane i spełnia swoje funkcje. Czy jednak opłaca się? Czujnik prędkości/kadencji to wydatek ok. 170 zł. Za opaskę do pomiaru tętna zapłacimy ok. 220 zł. Suma prawie 400 zł to już sporo. Jeżeli doliczymy uchwyt na telefon za 99 zł i ewentualnie akumulator (300 zł) robi się już 800 zł, ale to ciągle mniej, niż np. Garmin Edge 500 z czujnikami (ok. 1000 zł). Zestaw Panobike poleciłbym osobom, które jeżdżą niezbyt długie trasy – jeżeli wychodzicie na rower na 4-6 godzin, spokojnie możecie obejść się bez dodatkowej baterii, co czyni cały zestaw rozsądnym cenowo. Wyjściem awaryjnym jest zakup tańszego akumulatora – na rynku sporo jest produktów „no name” prosto z Chin – jednakże taki zakup obarczony jest sporym ryzykiem – urządzenie z nieznanego źródła może szybko odmówić posłuszeństwa.

Największym zapaleńcom polecam sprawdzone urządzenia Garmin – sam od ponad 3 lat używam modelu Edge 800 i działa jak dotąd bezawaryjnie, wytrzymując na jednym ładowaniu ok.18 godzin – wystarczy 🙂 Co do sensowności pomiaru tętna i kadencji – zostawiam Wam pod rozwagę. Ja osobiście polecam – jeżeli traktujecie rower poważnie i Waszym celem jest stałe poprawianie kondycji i wyników – praca z tętnem i kadencją skutecznie to ułatwi! Wszelkie pytania dotyczące przemyślanego treningu możecie zadać na naszym forum – forumrowerowe.pro – na pewno odpowiemy!


 

Pompka rowerowa Topeak Race Rocket MT i HP – test

 

Pompka rowerowa to zdecydowanie jeden z najważniejszych elementów obowiązkowego wyposażenia każdego amatora dwóch kółek. dobra pompka przyda się przede wszystkim w przypadku złapania przysłowiowej „gumy” (tu konieczna jest nowa dętka lub łatki do dętek), ale także do uzupełniania ciśnienia – nawet najlepsze dętki wymagają co jakiś czas podpompowania.

Wybór pompek na rynku jest ogromny – najprostsze urządzenia, dostępne w hipermarketach, kosztować nas będą kilka złotych – ich wydajność, ale przede wszystkim trwałość nie jest oczywiście wysoka – nie polecamy ich do regularnego stosowania. Modele za kilkadziesiąt złotych będą znacznie bardziej odpowiednie dla wymagających rowerzystów – zadowalająco małe wymiary przy względnie wysokiej wydajności to to, czego poszukuje większość rowerzystów. Obsługa różnych typów zaworów – presta, schrader czy dunlop – to już niemal standard, podobnie jest z uchwytami, dzięki którym zamocujemy pompkę do ramy roweru. Pomijamy oczywiście tzw. pompki stacjonarne, których raczej nie da się zabrać ze sobą na wycieczkę. Dzięki nim bardzo szybko napompujemy dętkę, szosową lub górską, ale tylko w domu lub serwisie rowerowym. Skupiamy się na pompkach mobilnych, z których będziemy mogli skorzystać w każdej chwili.

W segmencie akcesoriów rowerowych bardzo cenimy minimalizm w połączeniu z funkcjonalnością. To połączenie często wyklucza z kręgu naszych zainteresowań produkty tanie, ale coś za coś – jeżeli dany produkt jest wyjątkowo udany, warto zapłacić wyjątkową cenę. Tak jest w przypadku malutkich pompek firmy Topeak – model Race Rocket dostępny jest w dwóch wariantach, oba poddaliśmy długodystansowym testom – poniżej wrażenia z użytkowania obu modeli. Zobaczcie, jak sprawują się w akcji!

Race Rocket to malutka, wykonana niemal w całości z aluminium pompka, która doskonale łączy wysoką wydajność z kieszonkową formą i dużą wytrzymałością. Oba warianty – MT oraz HP, zbudowane są podobnie, różnią się delikatnie wymiarami i wydajnością. Główne zalety to sprytna główka SmartHead – obsługująca zarówno prestę jak i schradera bez konieczności rozbierania czegokolwiek na części, jak to bywa w innych pompkach. Główkę po prostu wydłuża się, aby można ją było nakręcić na gwintowane, cienkie wentyle typu presta. Końcówka ustawiona na zawór schrader też nakręca się na wentyl – dzięki czemu trzyma się mocno i pewnie, pozwalając użytkownikowi skupić się na pompowaniu. Dodatkową, olbrzymią zaletą jest umieszczenie tejże główki na elastycznym, chowanym całkowicie wewnątrz pompki, wężyku – uniemożliwia on praktycznie uszkodzenie delikatnych zaworów typu presta podczas intensywnego pompowania. To wielka zaleta tej pompki – nie każdy kieszonkowy produkt posiada takie rozwiązanie!

Topeak Race Rocket MT to produkt przeznaczony dla użytkowników rowerów MTB. Pompka ma niespełna 20 cm długości, dzięki czemu doskonale mieści się w typowej kieszonce rowerowej koszulki lub bluzy – czasem może nieco wystawać, ale nie na tyle, ale możliwe było jej przypadkowe zgubienie. W komplecie dołączony jest oczywiście uchwyt mocujący do ramy.

Model MT, wg. deklaracji producenta, ma wydajność 6 atmosfer – pozwolą więc, co sprawdziliśmy w praktyce, sprawnie napompować koła w rowerze górskim, które przeważnie pompujemy do 4 – 4,5 atmosfer, a także crossowym – gdzie ciśnienie powinno oscylować w okolicy 5 atmosfer. Oczywiście przy pompowaniu „od zera” należy się solidnie namachać – pompka jest krótka, co wymaga wielu ruchów tłokiem. Model MT jest nieco grubszy od HP – tłoczy dzięki temu więcej powietrza przy jednym ruchu tłoka, ale pod mniejszym ciśnieniem – stąd wspomniane ograniczenie 6 atmosfer.

 

 

Topeak Race Rocket HP skierowany jest głównie do kolarzy szosowych – sama pompka bardzo przypomina model MT, zbudowana jest z tych samych elementów. Jest jednakże nieco krótsza – ma 18 cm długości, oraz nieco „chudsza” – to po prostu bardzo cienka, kieszonkowa konstrukcja wyposażona oczywiście z główkę SmartHead z wężykiem, co bardzo ułatwia pompowanie szosowych dętek. HP to skrót od High Pressure – wg. producenta pompka pozwoli nabić dętkę ciśnieniem 11 atmosfer, co przyda się użytkownikom szytek. Zwykłe szosowe dętki pompuje się przeważnie do 8-9 atmosfer i takie właśnie ciśnienie udało mi się kilka razy uzyskać. Co oczywiste, nie przychodzi to łatwo – krótki tłok wymusza wykonanie setek ruchów, zanim osiągniemy pożądane ciśnienie. Pełne pompowanie trwa zatem kilka minut i niesamowicie rozgrzewa pompującego. Jest to cena jaką płacimy za kompaktowe rozmiary i bardzo niską wagę produktu. Biorąc pod uwagę częstotliwość łapania gum w szosie, która w moim wypadku nie jest duża (ok. 5-6 dętek przez cały sezon – ok. 6-7 tysięcy kilometrów), te kilkadziesiąt minut pompowania rocznie nie będzie dużym obciążeniem – znacznie ważniejszy będzie komfort przemieszczania się z niemal niezauważalnym bagażem w postaci tej mikro-pompki 🙂

Oba modele dostępne są w kilku wariantach kolorystycznych, w cenie 129 zł. To dość wysoka cena jak na pompkę, ale moim zdaniem uzasadniona. Otrzymujemy naprawdę dopracowany produkt, z którym ani razu przez 2 sezony użytkowania nie miałem problemu. Warto jedynie pamiętać o delikatnym nasmarowaniu tłoka np. smarem do łańcucha co kilka miesięcy – zapewni to delikatną i skuteczną pracę całego mechanizmu. Inwestowanie w produkty Topeak opłaca się również z powodu bardzo dobrej obsługi gwarancyjnej – na przykładzie innych produktów przekonałem się, że jeżeli tylko cóż złego zaczyna dziać się z jednym z ich produktów, sprawa jest przeważnie szybko i sprawnie rozpatrywana na korzyść konsumenta, co bardzo cieszy.
Polecam pompkę Race Rocket wszystkim, dla których rower to coś więcej niż tylko dwa kółka i którzy cenią sobie wysoką jakość wszystkich posiadanych w prywatnym rowerowym warsztacie akcesoriów.

 

Zapraszamy do dzielenia się opiniami na temat pompki i innych akcesoriów rowerowych na forumrowerowe.pro oraz na naszym profilu na facebooku!


Jak zabezpieczyć rower przed kradzieżą – przegląd zapięć rowerowych

Planeta Ziemia, po jakiej przyszło nam jeździć ukochanymi rowerami, jest fascynującym środowiskiem pełnym pięknych widoków i dobrych ludzi. Niestety nie brakuje na niej amatorów cudzej własności, którzy spędzają sen z powiek między innymi nam – rowerzystom. To diabelskie nasienie występuje wszędzie, bez względu na szerokość geograficzną. Pomimo nieustającej walki z zarazą, przypadki kradzieży mienia są na porządku dziennym. Przyjrzyjmy się dostępnym na rynku sposobom zabezpieczenia jednośladów przed niekontrolowanym zniknięciem.

Nie ma reguły – giną wszystkie rowery.Drogie, tanie, ładne, brzydkie, sprawne jak i ewidentne „trupy”. Ręce złodzieja dotrą niemal wszędzie – klatki schodowe, piwnice, nawet specjalne parkingi rowerowe przed sklepami nie gwarantują bezpieczeństwa. Jedynym w miarę bezpiecznym miejscem przechowywania roweru jest nasze mieszkanie/dom – włamania zdarzaj się rzadko, a ich motywem nie jest przeważnie podprowadzenie roweru. To rozwiązanie idealne na czas niekorzystania z roweru, warto więc zaopatrzyć się w wieszak rowerowy na ścianę lub pod sufit, aby bez większych strat na powierzchni życiowej upchnąć wszystkie nasze rowery pod wspólnym dachem. Nie polecam balkonu – rower prędzej czy później na nim zgnije (niekorzystne warunki atmosferyczne), może także zniknąć – znane są przypadki kradzieży rowerów z balkonów nawet na 5 piętrze 🙂 „Bazę główną” mamy więc omówioną – zróbmy wszystko, by zlokalizowana była w naszym domu. Co jednak zrobić, kiedy absolutnie ma takiej możliwości (kawalerka, opór domowników) lub po prostu wyjeżdżamy rowerem na miasto i chcemy go tu i ówdzie, na czas krótszy lub dłuższy zostawić? Na pewno należy go przypiąć – miejsc ku temu nie brakuje – latarnie, słupki, drzewa, czy wreszcie coraz większa ilość specjalnych stojaków rowerowych. Czym przypinać? Linka, łańcuch, U-lock? Sprawdźmy zalety i wady poszczególnych rozwiązań!

 

Linki

Zdecydowanie najpopularniejsze są metalowe linki w gumowej otulinie. Ich wybór na rynku jest ogromny – różne długości i grubości, zamek na szyfr lub na klucz, dziesiątki kolorów. Ceny? Przeważnie od kilku do kilkudziesięciu złotych, rzadziej kilkaset. Główne zalety? Niska cena, elastyczność (możemy przypiąć rower w naprawdę dziwnych miejscach), długość (możliwość spięcia razem kilku rowerów), niska masa. Dla kogo są przeznaczone?

Linki polecam posiadaczom raczej tańszych rowerów, ew. do przypięcia na chwilę, kiedy to pomimo naszego oddalenia się, będziemy mieli go wciąż na oku. Bez względu na grubość, są dość łatwe do sforsowania dla wyposażonego w długie szczypce złodzieja. Każda linka jest splotem wielu cieniutkich linek – przypomina pleciony sznurek. Całość wygląda więc pancernie, ale dość łatwo poddaje się cięciu. Druga to sprawa to niska jakość zamków – w produktach za kilkanaście złotych często rozpadają się w rękach niedługo po zakupie….

Oczywiście grube linki za więcej niż 50 zł wymagają już sporej siły do przecięcia – spieszący się przeważnie złodziej często zrezygnuje z próby, widząc solidniejszą przeszkodę. Warto też zapinać linki wysoko i ciasno wokół roweru – słupa. Uzyskanie dużej siły na nożycach wiąże się z zaparciem ich o ziemie, warto więc taki ruch uniemożliwić.

Łańcuchy

Posiadaczom droższych rowerów, albo wyjątkowo kochającym swoje tańsze jednoślady, polecam łańcuchy. Zapięcie to tworzy znany wszystkim łańcuch, zapakowany w materiałową przeważnie otulinę, dzięki czemu nie dochodzi do porysowania ramy po zapięciu. Możemy spotkać łańcuchy zamykane na kłódki lub na zamki, składające się z grubego bolca i gniazda z zapadką. Ten rodzaj zabezpieczenia dostępny jest oczywiście w różnych grubościach i długościach, ale wybór jest mniejszy niż w przypadku linek. Ceny – przeważnie od 80 do 200 zł, droższe łańcuchy to już kilkukilogramowe potwory przeznaczone do zabezpieczania motocykli. Jeżeli już przy masie jesteśmy – jest to jedna z głównych niedogodności – te zwarte metalowe konstrukcje ważą swoje, dlatego przewożenie ich wiąże się z większym wysiłkiem. Nie są też długie – 80-120 centymetrów pozwoli przypiąć jeden rower, ale nie do drzewa, a raczej do barierki czy specjalnego stojaka. Tu jesteśmy więc trochę ograniczeni.

Poziom bezpieczeństwa jest zdecydowanie wyższy niż w przypadku linek. Grube ogniwa niełatwo poddają się nożycom, skutecznie odstraszają też przypadkowych złodziei. Oczywiście w internecie nie brakuje filmów ukazujących słabą jakość łańcuchów, ale warto zwrócić uwagę, że łańcuchy leżą przeważnie na ziemi, a tnący zapiera się o nią szczypcami. Ponownie więc apel o zapinanie łańcuchów w miarę możliwości wysoko i ciasno – skutecznie uprzykrzymy potencjalną kradzież 🙂

U-locki

Metalowy pręt, charakterystycznie wygięty w kształt litery U, to właśnie tzw. U-lock. Wg. wielu najbezpieczniejsze z zabezpieczeń. Zastosowane pręty są naprawdę grube, hartowane, a zamki pancerne. Ceny zaczynają się od ok. 80 zł, kończą na 500. Dodatkowe atuty to łatwość przewożenia – często w zestawie otrzymujemy mocowanie do ramy, U-lock można też wozić przeciągnięty przez szlufkę w spodniach, jak to robią np. kurierzy rowerowi. Bardzo dobry poziom bezpieczeństwa osiągnięto niestety kosztem kilku istotnych wad. Przede wszystkim długość i brak elastyczności – mamy U-locki mniejsze lub większe, jednakże niemal wszystkie z nim przeznaczone są przypinania jednego roweru, a i miejsce przypięcia trzeba starannie wybrać. Blokadę typu U-lock polecam rowerzystom miejskim, ceniącym minimalizm połączony z wysoką skutecznością.

Szekle

5-6 płaskich, metalowych odcinków, połączonych ze sobą w sposób umożliwiający utworzenie z nich zamkniętej pętli – to właśnie szekla. Ten rodzaj zabezpieczenia, podobnie jak U-lock, uznawany jest za bardzo bezpieczny – płaski, szeroki odcinek nie podda się łatwo szczypcom, tym bardziej, że trzeba go będzie nacinać kilkukrotnie, z racji szerokości właśnie. Dodatkowe atuty? Ograniczona Elastyczność – dająca więcej możliwości zapięcia niż u-lock. Ponadto możliwość złożenia, dzięki czemu wymiary w stanie spoczynku są dość kompaktowe, a przewożenie ułatwiają specjalne pokrowce, które możemy przykręcić np. w miejscu mocowania koszyka na bidon, lub przypiąć do ramy paskami na rzepy. Całość jest oczywiście powleczona otuliną, dzięki czemu nie porysujemy roweru. Szekle dostępne są już od 49 zł, a najlepsze z nich to wydatek rzędu 400 złotych. Wady ? Podobne jak w przypadku U-locka – są dość krótkie, przypniemy więc jeden rower. Spora masa może być utrudnieniem dla słabszych rowerzystów, ale, jak widać, bezpieczne zapięcia są po prostu ciężkie.

Tak oto prezentuje się rynek najpopularniejszych zabezpieczeń rowerowych. Wybierając się po takowe do sklepu, sprzedawca niemal na pewno przedstawi Wam takie właśnie opcje. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie, aby dostępne możliwości połączyć – często widzimy na ulicach rower przypięty do latarni łańcuchem, którego koła są dodatkowo spięte ze sobą długą linką. Podobną linką spina się czasem kilka rowerów razem – taki widok spotkamy przeważnie na wakacyjnych wojażach. Całość często nie jest do niczego przypięta – właściciel liczy na to, że złodziej nie da rady odjechać na kilku połączonych rowerach 🙂

Polecane marki? Uznaniem cieszą się produkty Kryptonite, Trelock, Masterlock, Abus. Producenci rowerów, jak Merida i Kellys, produkują podstawowej jakości zabezpieczenia, które konkurują na rynku atrakcyjną ceną.

Wybór zabezpieczenia zależy od posiadanego roweru oraz, jak to zwykle bywa, możliwości finansowych. W tym przypadku sprawdza się zasada im drożej tym lepiej – jeżeli więc kochasz swój rower, a tak na pewno jest, a zdarza ci się czasem pozostawić go bez opieki, zainwestuj w dobre zabezpieczenie! Dzięki temu odbędziecie w przyszłości jeszcze nie jedną fascynującą wycieczkę!

 


Jak wybrać błotniki rowerowe

Wybór błotnika rowerowego wydaje się być z pozoru prostym zadaniem. Sprzęt ten nie jest z założenia skomplikowany – ma ochronić zarówno nas jak i rower przez zachlapaniem przez wodę i błoto, wystrzeliwane w naszym kierunku spod obracających się kół. Obecna oferta błotników jest na tyle szeroka, że warto dokładniej przyjrzeć się kilku produktom i wybrać ten, który nie tylko dobrze nas ochroni, ale będzie także dobrze dopasowany do samego roweru.

Mocowanie błotnika: na wstępie musimy przyjrzeć się ramie i widelcowi w naszym rowerze. Większość ram rowerowych, w tym górskich, posiada specyficzne, często gwintowane otwory, umożliwiające przykręcenie błotnika. Z przodu otwór ten mieści się w tzw. podkowie, czyli elemencie amortyzatora, który odpowiada za usztywnienie całej konstrukcji.

W tylnej części roweru montaż błotnika umożliwia otwór zlokalizowany w okolicy zejścia się górnych rur tylnych widełek, także na elemencie usztywniającym całą konstrukcję tej części roweru:

Do tego rodzaju mocowań pasują błotniki, które przymocowane są do roweru za pomocą blaszek z otworem, przez które przekładamy śrubę, wkręcaną następnie w otwory w ramie i widelcu. Przykładem mogą być błotniki Kellys Fuse:

Sada-blatníků-KELLYS-FUSE

W przypadku tego modelu błotnik tylny jest dodatkowo podczepiany do rury podsiodłowej w okolicy przedniej przerzutki, za pomocą elastycznej klamry, obejmującej rurę

Rozwiązanie takie należy do najtańszych i stosunkowo bezawaryjnych, aczkolwiek mocowane w ten sposób błotniki nie mogą być dużych rozmiarów, ze względy na konieczność zachowania sztywności całej konstrukcji. Nie będą to więc produkty w 100 % chroniące nas przez zachlapaniem.

Drugi bardzo popularny sposób montażu błotników reprezentuje produkt Topeak Defender:

i-komplet-blotnikow-topeak-defender-m1-m2

Błotniki tego typu pasują niemal do każdego roweru z amortyzatorem przednim. Błotnik przedni montujemy w rurze sterowej od dołu, niezależnie od jej średnicy, za pomocą wkładu rozpierającego się wewnątrz rury. Błotnik tylny zaś mocowany jest bezpośrednio do sztycy, także bez względu na jej średnicę. Błotnik zasłania tylną część koła, chroniąc przed zachlapaniem nasze plecy. Widoczny na zdjęciu model marki Topeak jest dość szeroki, dzięki czemu wyłapuje znaczną część wody i błota wydostających się spod kół.

Do rowerów miejskich pasują także błotniki mocowanego wspomnianych powyżej otworów w ramie roweru, oraz dodatkowo do otworów w widelcu i tylnych widełkach, za pomocą specjalnych drutów, nadających sztywność całej konstrukcji.

przedni-tylny-blotnik-rowerowy-chlapacze

Otwory montażowe do tego typu błotników w przednim widelcu widoczne są na poniższym zdjęciu, tuż przy miejscu, w którym zaciska się oś koła.

otwory_widelec

Generalnie, wybierając błotniki, należy więc zwrócić uwagę, czy posiadana przez nas rama posiada specjalne otwory montażowe. Determinuje to nasz wybór. Jak wynika z powyższej analizy, nawet w przypadku, gdy nasz rower teoretycznie nie jest przystosowany do montażu błotników, możemy wybrnąć z tej sytuacji, wybierając błotniki montowane w miejscach teoretycznie do tego nie przystosowanych.
Należy także zwrócić uwagę na szerokość błotników – musi być ona dostosowana do szerokości i wielkości koła – zbyt wąskie lub zbyt krótkie błotniki nie będą nas chronić przed wodą i błotem wystarczająco skutecznie.
Zwróćmy także uwagę na materiał, z jakiego wykonany jest błotnik. Tańsze plastiki nie są wystarczająco elastyczne – błotnik taki łatwo będzie uszkodzić, np. podczas niegroźnego upadku lub zahaczenia o błotnik nogą, np. przy zsiadaniu z roweru.
Błotniki aluminiowe mają swoje zalety – konstrukcja jest sztywna, dzięki czemu nie będzie przemieszczać się podczas jazdy. Minusem jest ich podatność na zadrapania i wygięcia, we wspomnianych wyżej przypadkach upadku lub zawadzenia nogą o błotnik.

Zobacz ofertę błotników rowerowych w BikeSalon.pl


Jak wybrać oświetlenie rowerowe?

Oświetlenie rowerowe, zwłaszcza przednie, podzielić można na 2 kategorie główne – sygnalizacyjne oraz oświetlające. Do pierwszej grupy zaliczamy wszelkiego rodzaju małe lampki, tzw. pchełki, świecące przeważnie jedną, najwyżej dwiema diodami. Z racji niewielkich rozmiarów zasilane są bateriami CR2032, znanymi m.in. z zegarków. Dostępne są przeważnie 2 tryby świecenia – ciągły oraz przerywany. Występują w wersjach przednich i tylnych. Mocowane do roweru za pomocą elastycznych gumek bądź pasków zapinanych na rzep, dzięki czemu łatwo zamocujemy je nie tylko na kierownicy lub sztycy podsiodłowej, ale także w innych miejscach na rowerze, na przykład na koronie widelca, w przypadku, kiedy na kierownicy nie mamy już miejsca na kolejne urządzenia, bądź też jest ona zasłonięta przez np. koszyk przedni, co powoduje konieczność montażu lampki znacznie poniżej linii kierownicy. Lampki tylne, świecące na czerwono, mocujemy przeważnie do wspomnianej sztycy, ale także do widełek tylnego trójkąta, lub np. pasków plecaka, jeżeli akurat z takowym podróżujemy.

 

Lampki takie są więc bardzo wygodne w użytkowaniu. Kiedy na przykład często zostawiamy rower przypięty gdzieś na mieście, możemy bardzo łatwo i szybko zdjąć takie małe lampki, schować do kieszeni, i nie martwić się, że spodobają się złodziejowi. „Pchełki” świecą nadspodziewanie dobrze – przy w miarę nowych bateriach świecą jasnym, widocznym z daleka światłem, a w całkowitej ciemności, np. podczas jazdy nocnej w lesie, nawet trochę oświetlą nam drogę. Warto polecić je ze względu na niską cenę zakupu, łatwość montażu oraz bardzo niską masę.

Przykład:

i-sigma-micro-combo

Sigma Micro

crooker

Kellys Crooker

Druga kategoria oświetlenia przeznaczona jest głównie dla rowerzystów poruszających się po słabiej doświetlonych ulicach, także poza miastem, oraz miłośników leśnych wycieczek po zmroku. Tego rodzaju lampki są znacznie większe od opisanych powyżej, co przekłada się oczywiście na ich moc. Lampki te, przeważnie diodowe, zasilane są większymi bateriami – przeważnie „paluszkami” AAA lub większymi – AA, ewentualnie akumulatorkami. Najmocniejsze lampy zasilane są ze sporych rozmiarów akumulatorów, które rowerzysta mocuje do ramy roweru i łączy przewodem z lampką. Zestaw taki oczywiście sporo waży, ale w zamian odwdzięcza się niezwykłej jasności światłem, dzięki któremu szybka jazda nocą po lesie nie będzie problemem.
Wśród przednich lampek te lepiej świecące zaczynają się od ok. 40 – 50 zł, czego przykładem może być lampa Merida HL-MD010:

md010

Mocniejsze lampy produkuje np renomowana firma Sigma, znana również z produkcji liczników rowerowych:

Sigma Roadster

Tylne lampki także potrafią być mocne. Warto także tu zainwestować trochę pieniędzy, zwłaszcza, gdy na rowerze poruszamy się przede wszystkim po ulicach – chodzi przecież o to, aby kierowcy samochodów w porę nas zauważyli i bezpiecznie wyprzedzili. Poza zwykłymi lampkami, opartymi na kilku małych diodach, polecić warto popularne ostatnio lampki oparte na diodach o dużej mocy 0,5 W. Przykładem niech tu będzie lampka Sigma Traiblazer:

i-sigma-roadster-18501

trailblazer

Lampka świecić może w trybie ciągłym lub przerywanym, opartym na naprzemiennym zapalaniu się diody 0,5W (górnej) i zwykłej (dolnej). Efekt jest piorunujący – rowerzysta widoczny jest z odległości kilkuset metrów!
Wśród rowerzystów popularne jest także używanie tzw. czołówek, czyli małych lampek mocowanych na głowie za pomocą elastycznego paska – tak zamontowane źródło światła zapewni nam doświetlenie także tych miejsc, na które w danej chwili patrzy rowerzysta, a nie tylko tych, w kierunku których się porusza, jak to jest w przypadku lampek zainstalowanych na kierownicy lub w innymi miejscu na rowerze. To rozwiązanie zdecydowanie polecić można rowerzystom lubiącym nocną jazdę po lasach!

Wszystkie opisane powyżej lampki znajdziecie w ofercie BikeSalon.pl !

Zobacz ofertę oświetlenia rowerowego. Odwiedzając nas osobiście, możesz przed zakupem przekonać się, jak świeci każda z interesujących Cię lampek. Zapraszamy!


Nie wracam na piechotę! Czyli co zabrać ze sobą na wycieczkę…

Bardzo często mijamy na ulicy bądź, co gorsza, poza miastem, rowerzystów pchających swój rower – pozbawiony łańcucha lub z przebitą dętką. Pół biedy, jeżeli taka przygoda przytrafi nam się w mieście, w miarę blisko domu. Gorzej, gdy staniemy przez wizją powrotu pieszo kilkadziesiąt kilometrów od domu.

Oczywiście awarie zdarzają się każdemu, bez względu na posiadany sprzęt czy wyszkolenie techniczne. Warto jednak pamiętać, że większość z unieruchamiających nas awarii można w prosty sposób usunąć , korzystając z podręcznych narzędzi. Możemy wówczas spokojnie kontynuować wycieczkę, dumni z samodzielnego rozwiązania problemu.

Mam nadzieję, że po lekturze tego wpisu będziecie chętniej zabierać ze sobą narzędzia – prawdziwy rowerzysta nie wozi roweru autobusem 🙂

KOŁA

Awarie dotyczące kół mogą mieć różnoraki charakter, przeważnie jest to „złapanie gumy”, czyli przebicie dętki, skutkujące opróżnieniem dętki i opony z powietrza. A raczej każdy zdaje sobie sprawę, że jazda na samej obręczy najpewniej zakończy się zniszczeniem całego koła.

Przebicie dętki najczęściej wynika z dwóch czynników:

najechanie na krawężnik w połączeniu z niskim ciśnieniem w dętce – skutkiem jest dobicie obręczą dętki do krawężnika, w wyniku czego w dętce powstają 2 równej wielkości dziurki. Uszkodzenie takie znane jest jako snake (ang: wąż), gdyż dziurki przypominają ślady po ugryzieniu węża. Jak na zdjęciu:

Drugi możliwy przypadek to najechanie na przedmiot, który przebije oponę i dętkę, np. gwóźdź, wystający z ziemi drut, ale także kolce niektórych krzewów.

Skutek jest ten sam, rozwiązanie również to samo.

Zapasowa dętka: wożenie zapasu powinno być standardem. Oczywiście dodatkowa dętka musi pasować rozmiarem do naszych opon i kół, musi mieć także odpowiedni zaworek. Dętki nie są znacznej wielkości przedmiotem, mieszczą się do kieszeni spodni, lub idealnie do kieszonek na plecach koszulek rowerowych. Dętkę kupimy za 15-25 złotych, czyli niewielkim kosztem, a może naprawdę nas uratować.

Drugim sposobem, przydatnym także w przypadku kolejnej gumy podczas tej samej wycieczki, jest łatanie dętki. Są na to dwa sposoby, o których za chwilę.

W obu wspomnianych przypadkach musimy usunąć dętkę w opony. W tym celu warto mieć przy sobie łyżki do opon:

Sprzedawane w parach, czasami po trzy sztuki, plastikowe „lewarki” pomogą nam zdjąć oponę z obręczy.

Dotyczy to głównie opon drutowych, sztywniejszych od opon zwijanych, które ciaśniej siedzą w obręczy. Oponę zwijaną zdejmiemy i założymy bez pomocy łyżek.

Proces zdejmowania i zakładania opon i dętek na przykładzie opon zwijanych dobrze wyjaśnia poniższy film:

 

 

Jeżeli mamy już wyjętą dętkę, pora ją załatać. Należy w tym celu w miejscu przebicia nakleić łatkę, których mamy 2 rodzaje:

– przyklejane klejem:

wewnątrz takiego pudełeczka, znacznie mniejszego od standardowego telefony, znajdziemy kilka łatek, tubkę z klejem oraz kawałek papieru ściernego, ew. blaszkę – do zmatowienia dętki.

Procedura jest prosta: odnajdujemy dziurę w dętce. Okolice dziury musimy bardzo dokładnie zmatowić (wyczyścić) załączonym kawałkiem papieru ściernego. Na zmatowione miejsce nakładamy trochę kleju, tak samo robimy z łatką, z której wcześniej zrywamy folię ochronną. Odczekujemy chwilę (1-2 minuty) aż klej podeschnie, po czym łączymy łatkę z dętką i dociskamy zdecydowanie na ok. 5 minut. Po tym czasie można montować dętkę. Czynność ciekawie przedstawiono poniżej:

 

Prawda, że to bardzo proste?

Drugim sposobem załatania dziury w dętce jest zaklejenie jej łatką samoprzylepną, np. produktem firmy Topeak:

W zestawie, kosztującym około 10 zł, znajdziemy 8 łatek i kawałek papieru ściernego. Łatki przypominają zwykle naklejki, są przezroczyste. W tym przypadku bardzo ważne jest dokładne oczyszczenie i zmatowienie miejsca wokół dziury – łatka musi się mieć do czego przykleić!, Po nałożeniu łatki ściskamy wszystko razem na kilka dłuższych chwil i po sprawie. Z doświadczenia dodam, że na większe uszkodzenia lepiej stosować łatki tradycyjne – w zestawach z nimi często znajdziemy jedną dużą łatkę, która pozwoli nam wybrnąć z większych opresji.

SZPRYCHY

Zdarzyć się może, że pęknie nam szprycha. Ot tak, bez powodu, lub też z powodu mechanicznego uszkodzenia – po zderzeniu z kolegą lub upadku. W większości kół MTB i crossowych, zaplatanych na 32 lub 36 szprych, utrata jednej z nich nie oznacza końca wycieczki. Pozostałe szprychy wezmę na siebie całą pracę, warto jednak jechać trochę delikatniej i raczej kierować się w stronę domu – jeżeli pęknie druga – będzie gorzej.

 

 

Gorzej jest w przypadku np. kół szosowych, jak na powyższym zdjęciu. Często mają dużo mniej szprych, utrata jednej z nich kończy się solidnym rozcentrowaniem koła – uniemożliwia dalszą jazdę.

Osobiście nie znam nikogo, kto woziłby ze sobą zapasowe szprychy. Można jednak pomóc sobie zabierając na wycieczkę klucz do szprych.

 

 

Ten na obrazku powyżej, mimo swojej prostej konstrukcji, obsługuje 3 różne średnice szprych. Pomóc nam może, gdy np. w wyniku zderzenia lub właśnie utraty szprychy koło złapie „bicie”, czyli rozcentruje się. Jeżeli mamy hamulce typu V-break, czyli trące o obręcz, klocki zaczną obcierać o  skrzywioną obręcz, spowalniając lub wręcz uniemożliwiając jazdę. Pozostaje nam rozpięcie hamulca i kierowanie się w stronę domu z tylko jednym sprawnym hamulcem, lub też podcentrowanie koła. To dość prosta operacja, warto jednak potrenować na sucho w domu, a nie uczyć się tego w terenie – stres i pośpiech nie są wówczas pomocnikami 🙂

Krótka lekcja centrowania koła

Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że do zakończenia prac przy kołach potrzebna jest pompka. Jest ogromny wybór na rynku, od 10 zł po niemal 200 zł i pewnie więcej. Zdecydowana większość dostępnych obecnie pompek obsługuje wszystkie typowe zaworki

Pompki różnią się od siebie głównie wydajnością – tymi tańszymi będziemy musieli się długo namachać. Lepsze, teleskopowe, tłoczą znacznie więcej powietrza przy jednym ruchu. Za ok. 50 zł kupimy bardzo wydajną, kompaktową pompkę, którą bez problemu zmieścimy do kieszeni czy nawet torebki podsiodłowej.

ŁAŃCUCH:

Drugą najczęstszą przyczyną unieruchomienia roweru jest zerwanie łańcucha. Zdarzyć się to może każdemu i wszędzie, bez względu na jakość sprzętu i umiejętności rowerzysty. Łańcuch najczęściej zrywa się na tzw. pinie, czyli po prostu w miejscu połączenia dwóch jego końców specjalnym klinem, co dokonywane jest w fabryce przy montażu roweru.

Są dwa sposoby rozwiązania tej sytuacji, w obu przypadkach potrzebne będzie jedno kluczowe narzędzie – skuwacz do łańcucha. W większości przypadków wygląda on tak:

 

To proste i niewielkich rozmiarów urządzenie przypomina imadełko – dzięki niemu możemy wcisnąć wspomniany pin w ogniwa łańcucha, łącząc dwa jego końce.

Pin do łańcuchów możemy zakupić w specjalistycznych sklepach rowerowych. Kosztują kilka złotych, a wyglądają tak:

Pamiętajmy, że piny są różne w zależności od szerokości łańcucha, czyli ilości rzędów (zębatek) z jaką współpracuje.

Poniżej krótka lekcja skuwania łańcucha – pokazano skuwanie nowego łańcucha, ale tak samo spina się łańcuch zerwany – należy jedynie za pomocą skuwacza doprowadzić oba końce do stanu ukazanego na filmie:

 

Innym sposobem spięcia łańcucha jest użycie spinki, takiej jak poniżej:

 

Jest to bardzo prosty sposób na zerwany łańcuch. Należy pamiętać, że także spinkę dobieramy pod konkretną szerokość łańcucha.  Ponadto przed montażem trzeba będzie odkuć od łańcucha połowę ogniwa, która pozostała po zerwaniu łańcucha.

Spinka w łańcuchu daje nam także możliwość łatwego jego rozpinania np. w celu dokładnego wyczyszczenia. Wówczas nie potrzebujemy już skuwacza, spinkę po krótkim treningu rozepniemy palcami, ew. przy użyciu kombinerek.

Oto krótka instrukcja użycia spinki:

 

Spinka to koszt około 10 złotych, warto więc zaopatrzyć się w więcej niż jedną sztukę i zawsze wozić ją przy sobie.

Podsumujmy:

dobrze przygotowany rowerzysta wozi przy sobie:

– pompkę

– dętkę

– łatki do dętek

– skuwacz do łańcucha

– spinkę do łańcucha lub pin

– klucz do szprych

Zestaw ten uzupełnić trzeba kompletem kluczy ampulowych, często w formie niewielkiej wielkości scyzoryka:

W tym przypadku poza ampulami dostajemy także śrubokręt płaski i krzyżakowy, a także klucz torx 25, potrzebny przy pracach przy tylnej przerzutce. Za pomocą takiego zestawy wyregulujemy większość rzeczy w nowoczesnym rowerze. Koszt takiego scyzoryka to ok. 30-40 zł, czyli niezbyt dużo.

Możemy oczywiście zaopatrzyć się w większy zestaw:

Koszt takich zestawów to ok. 120-150 złotych, jednakże zawierają one przeważnie skuwacz do łańcucha, także odpada nam wożenie go osobno. Rozmiary tych zestawów są jednak spore, niemała jest także ich waga. Należy dobrze poznać swoje potrzeby i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrzebny jest nam tak szeroki wachlarz narzędzi…

Mając przy sobie opisane powyżej narzędzia wyjdziemy obronną ręką z większości rowerowych opresji i powrócimy do domu na kołach. Nie ma większego wstydu dla dobrego kolarza, jak powrót do domu autobusem, warto więc dołożyć wszelkich starań, aby dać radę usterce na trasie i czym prędzej wsiąść na naprawiony rower 🙂

Z każdą kolejną naprawą będziemy daną czynność wykonywać szybciej i skuteczniej, także nie ma sensu poddawać się po początkowych niepowodzeniach.

Opisane narzędzia spokojnie zmieścimy w większych torebkach podsiodłowych – schowany w nich ciężar nie jest przez nas odczuwalny, nie przeszkadza w pedałowaniu i swobodnej jeździe. Kwestię przewożenia bagażu poruszę w jednym w najbliższych wpisów.

 

Prezentowane narzędzia można nabyć np. w Warszawskim sklepie BikeSalon.

Szczegóły pod adresem bikesalon.pl

 

Bezawaryjnej jazdy!


Giro szykuje rewolucję w kaskach

Podczas niedawno rozpoczętego Tour de France nie sposób nie zwrócic uwagi na niektóre drużyny, ubrane inaczej niż reszta. Głowy tych zawodników zdobią nietypowe kaski, na pierwszy rzut oka przypominające znany w PRL orzeszek, czyli kask na motorower. Ta pozornie mało komfortowa konstrukcja ma wnieśc powiew świeżości w zagadnienie bezpieczeństwa i komfortu na rowerze.

 

Technologia nazwana została Giro Air Attack i właśnie podczas tegorocznej Wielkiej Pętli jest testowana.

Celem konstruktorów było stworzenie kasku bardziej aerodynamicznego i przewiewnego, bez strat na bezpieczeństwie. Powstały produkt:

The new Giro Air Attack is certainly unusual looking but riders looking for an edge might still find appeal in its claimed aerodynamic advantages

spełnia powyższe wymagania. Obliczono, że jadąc w tym kasku profesjonalny kolarz może zaoszczędzic nawet 17 sekund na odcinku 40 km. Wydaje się to niczym, ale te sekundy w wyścigu mogą byc właśnie decydujące.

Pozornie zerowa przewiewnośc jest ponoc znakomita! Poprzez wewnętrzny system kanalików i otworów powietrze przelatuje w dużą prędkością, chłodząc głowę zawodnika i zmniejszając opory powietrza.

Ciekawym dodatkiem jest możliwośc zamontowania szybki, zastępujące okulary. Przylega ona do kasku dzięki magnesom – wystarczy zbliżyc ją do czoła, a magnesy same ulokują szybkę w pożądanym miejscu:

The optional shield attaches to the shell with three magnets and features optics designed by carl zeiss: the optional shield attaches to the shell with three magnets and features optics designed by carl zeiss

Deklarowana waga – 264 g – nie powala na kolana, ale oferowany komfort i bezpieczeństwo rekompensują tą dodatkową masę. Prezentację z przygotowywania produktu możemy obejrzec dzięki Giro:

 

Jestem ciekaw dalszego rozwoju produktu. Kask pojawi się na rynku w sezonie 2013 w cenie pomiędzy 200$ a 240$.

 


Opony

Jednym z ważniejszych komponentów w rowerze są zdecydowanie opony. Mają ogromny wpływ na odczucia z jazdy – przyczepność, opory toczenia, niski poziom hałasu. Mnogość wzorów i typów opon dostępnych na rynku może przyprawić o ból głowy, dlatego warto choćby pobieżnie zainteresować się tematem i dobrać opony odpowiednie dla naszego stylu jazdy.

Nie zamierzam wchodzić w skomplikowane szczegóły techniczne, chcę, aby zwykły użytkownik roweru miał po lekturze tego wpisu podstawową wiedzę o oponach i mógł zdecydować, który z dostępnych wzorów bieżników i szerokości gum będzie dla niego odpowiedni.

Opony możemy podzielić np. ze względu na sposób wzmocnienia ich obrzeży.

Wyróżniamy tu 2 rodzaje: opony drutowe i opony zwijane.

W dużym skrócie: rant opony drutowej jest wzmocniony właśnie drutem. Opona taka zachowuje kształt koła, nie da się jej w łatwy sposób zwinąć. Opony te są stosunkowo tanie, ich ceny zaczynają się od ok. 20 zł. Spotkamy je we wszystkich rowerach w cenie do ok. 3 tysięcy złotych.

Opony drutowe zaspokoją potrzeby większości rowerzystów. Ich wadą jest dość duża masa – ok. 750 – 800 g na oponę. Czasem może także dojść do odkształcenia drutu, co uniemożliwić może jej montaż na obręczy.

 

Opony zwijane zamiast drutu mają wewnątrz kewlarowe włókna. Są dzięki temu dużo lżejsze (350 – 500 g sztuka), można je złożyć w kostkę, co ułatwia zabranie jej jako zapas na dłuższą wycieczkę w trudny teren. Dodatkowo opony tego typu są często wykonane z lepszej jakości mieszanki gumy, co przekłada się na ich wytrzymałość, odporność na ścieranie i przebicia oraz lepszą przyczepność.

Wadą takich opon jest gorsza tolerancja na mniejsze ciśnienia – przy za niskim jego poziomie opona potrafi się zasunąć z obręczy, należy więc pilnować, aby były zawsze dobrze napompowane. Druga wada to cena – dobre zwijane opony kosztują 130-150 zł, a więc 2x więcej niż ich drutowe odpowiedniki. Jednakże jeżeli weźmiemy pod uwagę, że dzięki parze takich opon możemy zbić z wagi roweru nawet 500 g, zauważymy, że taka inwestycja naprawdę się opłaca. Na zbicie takiej masy na innych komponentach wydalibyśmy znacznie więcej pieniędzy. Jednym słowem: warto!

Co możemy odczytac z opony?

Kiedy wiemy już, na jaki rodzaj opony chcemy postawic (zwijane czy drutowe) warto poświęcic trochę czasu na dobór rozmiaru i pozostałych czynników. Większośc potrzebnych nam informacji zawarta jest na samej oponie, na jej boku. Poszczególni producenci mają swoje zwyczaje, ale zestaw danych jest zawsze ten sam. Jak w przypadku poniższej opony Kenda, na której wszystkie potrzebne informacje zgrupowano w jednym miejscu:

Z opony odczytamy:

rozmiar – 26×2.0 oznacza, że opona pasuje na obręcz o średnicy 26 cali (typowa dla rowerów górskich) i ma szerokość 2 cale. Wymiary takie najczęściej spotkamy właśnie w góralach, opony takie są w miarę uniwersalne, zapewniając niezłą przyczepność i akceptowalne opory toczenia.

Rozmiary kół podaje się zwykle w calach lub czasami w milimetrach. Warto zwrócić uwagę, że rozmiar koła nie jest średnicą obręczy, ale przeciętnej opony do niej przeznaczonej. Przykładowo koła 26-calowe (standard ISO 559) posiadają obręcz o średnicy 22 cali. Koła 29-calowe (ISO 622) mają obręcze o średnicy około 24,5 cala.

W rowerach szosowych i torowych stosuje się koła 622mm, nazywane także wraz z przeciętną oponą 700cc (w przybliżeniu 700 mm), co mniej więcej odpowiada 28 calom. Rozmiar ten jest zatwierdzony przez UCI.

Niegdyś w rowerach szosowych stosowano koła 700B – 630mm, niekiedy mylnie nazywane 27 cali i 700A – 635mm, niekiedy nazywane starymi 28 calami. Takie koła występują jeszcze czasem w niektórych rowerach miejskich i turystycznych.

Od niedawna zaczęły pojawiać się rowery górskie 29 cali, co odpowiada kołom ISO 622mm wraz z grubą oponą terenową.

W rowerach górskich stosuje się koła 26 cali – ISO 559mm – zaś w BMX-ach i rowerach do cyklotrialu stosuje się koła 20 cali. Obie te normy także są zatwierdzone przez UCI.

Oprócz tego w rozmaitych rowerach turystycznych, miejskich i dziecięcych stosuje się także koła 24″, 18″, 16″, 14″ i nawet 12″.

Zasadniczo – czym większe koła tym mają one mniejsze opory toczenia i można za ich pomocą uzyskiwać większe przełożenia i prędkości. Jednakże większe koła są cięższe, przez to trudniej jest wprawić je w ruch obrotowy (trudniej się przyspiesza) oraz stawiają one większe opory przy bocznych wiatrach.

Gęstość oplotu – 60 TPI – czym jest ów oplot, zwany inaczej kordem lub osnową?

Gęstość oplotu mierzy się w TPI (Thread Per Inch), czyli ilość nitek na cal kwadratowy. Im liczba TPI wyższa, tym większa odporność opony na wysokie ciśnienia i przebijanie ostrymi przedmiotami. Oplot to kilka (nawet do sześciu)
warstw siatek, które często wyposaża się w dodatkowe nitki aramidowe, zwane kevlarowymi (kevlar to nazwa nici aramidowych, zastrzeżona przez firmę DuPont). Każda opona posiada jedną (co najmniej) warstwę oplotu, która jest warstwą nośną; przebiega przez całą szerokość opony, okrążając drutówkę z obu stron opony. Siatka oplotu zatapiana jest w gumie opony w wyniku wysokich temperatur, podczas procesu produkcyjnego. Producenci stosują inną gęstość oplotu na bokach i inną na grzbiecie opony. Wartośc TPI wynosi zazwyczaj od 27 do nawet 240 – w przypadku wyczynowych opon szosowych (znoszących wysokie ciśnienia). Należy więc dobrać opony o odpowiednio gęstym oplocie zależnie od stylu jazdy, jaki uprawiamy.

Ciśnienie powietrza – 30 – 80 psi – bardzo ważna wartość. Określa minimalny i maksymalny poziom napompowania opony. Poniżej tego poziomu opona będzie spadać z obręczy, powyżej również, ale jeżeli przesadzimy z ciśnieniem, ów zeskok będzie bardzo widowiskowym, głośnym zjawiskiem, związanym zawsze z rozerwaniem dętki, warto więc pilnować dopuszczalnego ciśnienia. Wyrażane jest ono właśnie w psi (Pound per square inch – psi ) lub w atmosferach (bar). Wartość ta określona jest na każdej oponie i zdecydowanie nie polecam przekraczania jej 🙂

Skoro wiemy już, jaki rozmiar opony jest nam potrzebny, oraz jakiej gęstości oplotu szukać, warto zainteresować się rzeźbą bieżnika:

Opony szosowe przeważnie pozbawione są bieżnika, ew. mają jedynie małe nacięcia, służące odprowadzaniu wody:

Taka forma opony zapewnia minimalne opory toczenia, a co za tym idzie pozwala osiągać znaczne prędkości, co jest główną pożądaną cechą rowerów szosowych. Opony takie występują w szerokości 23 mm (opony zawodnicze) lub 25 mm, stosowane często w szosach o bardziej miejskim przeznaczeniu – większy komfort.

Opony crossowe/trekkingowe, przeważnie w rozmiarze 28 cali i 30-42 mm szerokości, oferują znacznie obszerniejszą gamę bieżników.

Od opon przeznaczonych na asfalt, pozbawionych wyraźnie widocznych „klocków” a jedynie rowki, zwiększające przyczepność na mokrym asfalcie:

 

Maxxis OVERDRIVE EXCEL 700x35c 60 TPI WIRE SILKWORM 70A/65A

Przez opony zwane semi-slick, gładkie na grzbiecie opony, ale posiadające wyraźny bieżnik na jej brzegach, nadające się na grząski teren:

CST C-1338 700x42c

 

Po opony z wyraźnym bieżnikiem na całej szerokości, nadające się do jazdy w większości poza miastem, po terenach polnych i leśnych:

Hutchinson Toro 622x35c

 

W rowerach górskich wybór jest jeszcze szerszy, dostępne mamy slicki (opony bez bieżnika) o szerokości 1.2 – 1.5 cala, np.

Schwalbe Kojak

 

poprzez opony o szerokościach 1.9 – 2.1 cala, najpopularniejszym pośród typowych górali:

Geax Mezcal 26×1.9″

lub

Maxxis Crossmark 26×2.1 ”

Opony w tym rozmiarze zapewniają niezłą trakcję, oraz niskie opory toczenia na asfalcie, dlatego też są najczęściej spotykane na naszych i nie tylko naszych drogach i pozamiejskich szlakach.

Opony o szerokości 2.25 cala i więcej:

 

Schwalbe Nobby Nic

Tioga Factory DH

Służą one do jazdy w naprawdę ciężkim terenie, gdzie podstawowym zadaniem opony jest zapewnienie przyczepności do podłoża. Stosuje się w nich mniejsze ciśnienia, aby jak największą powierzchnią przylegały do podłoża. Rzadko rozstawione klocki bieżnika zapewniają łatwe oczyszczanie się opon z błota – całe wyrzucane błoto przeważnie ląduje na nas, ale akurat w przypadku rowerzystom jeżdżącym w ów ciężkim terenie nie powinno to przeszkadzać. Najlepsze opony mają tak zaprojektowany bieżnik, aby błoto wyrzucane było na boki, nie zawsze jednak udaje się w pełni uzyskać taki efekt, więc całkiem czyści nie wyjdziemy z trudnych sytuacji na trasie.

 

Myślę, że na razie starczy w temacie opon. Mam nadzieję, że po tej lekturze przywiążecie większą uwagę do doboru opon – one są łącznikiem między rowerem a podłożem, także mają niebagatelny wpływ na odczucia z jazdy. Warto zainwestować w dobre opony – zmniejszymy masę roweru, zyskamy także pewność prowadzenia i odporność na ścieranie.

Prym wśród producentów wiedzie zdecydowanie Schwalbe, produkujące opony do niemal wszystkich typów jazdy. Popularne są także Maxxis, Geax, Continental czy Kenda. W tańszych rowerach często spotkamy opony CST pochodzące z Chin. U tego właśnie producenta warto szukać opon w cenie ok. 30 zł – na pewno takie znajdziemy. Nie będzie to produkt wyszukany, ale spełni wymagania typowego, niedzielnego rowerzysty. Wymienione wcześniej marki cenią swoje produkty nieco wyżej, oferując w zamian niezłą wagę opon idącą w parze z dobrymi właściwościami jezdnymi.

Opony wymienionych marek znajdziecie oczywiście w ofercie BikeSalon!

 

 

 


Mały bagaż rowerowy

Dziś chciałbym krótko omówic akcesoria służące nam do przewożenia drobnych rzeczy podczas wycieczek rowerowych. Skupię się raczej na małych sakiewkach, mieszczących niezbędne w trasie akcesoria i wyposażenie. Kwestię przewożenia większego bagażu poruszę przy innej okazji.

Stosowanie prostych w montażu sakiewek pozwoli nam odciążyc kieszenie, których zwłaszcza latem nie mamy do dyspozycji zbyt wiele, poza tym przewożone tam rzeczy mogą nas uwierac, zmniejszając przyjemnośc z samej jazdy. Drobny bagaż w torebce przymocowanej do ramy czy siodła jest praktycznie nieodczuwalny, a przy właściwym jego ułożeniu także niesłyszalny, dzięki czemu wielokrotnie wręcz zapominamy, że mamy coś przy sobie.

Wyróżniamy dwa rodzaje małych torebek rowerowych: mocowane na ramę lub podsiodłowe, których wady i zalety postaram się krótko omówic.

 

1. Torebki na ramę.

Torebki tego typu mocowane są przeważnie dzięki rzepom na paskach, umieszcza się je najczęściej u zbiegu rury górnej z rurą podsiodłową. Da się także znaleźc torby umieszczane przy główce ramy, a nawet na górnej rurze, tuż przy główce ramy. Między sobą różnią się wielkością, ilością kieszeni i ewentualnie sposobem zamknięcia, choc zdecydowana większośc posiada suwak błyskawiczny. Mają jedną wspólną cechę – są wąskie. Takie muszą byc, aby nie utrudniac nam pedałowania. Kształt taki nie powinien byc jednak przeszkodą przy przewożeniu podstawowych narzędzi, telefonu i kluczy, czyli podstawowego zestawu rowerzysty.

Rozwiązanie tego rodzaju jest stosunkowo tanie – za ok. 30 dostaniemy porządny produkt, który spełni oczekiwania większości użytkowników. Za wadę takiego rozwiązania można uznac możliwośc wytarcia się lakieru na ramie w miejscu zapięcia pasków torebki. Jeżeli więc bardzo kochamy nasz rower, warto nakleic na ramie chocby kawałki taśmy samoprzylepnej, aby uchronic powłokę lakierniczą przed zniszczeniem. Spore torby czynią rower wizualnie cięższym, co także nie wszystkim przypadnie do gustu.

Przykładowe produkty dostępne na rynku:

Kellys Triangel – cena ok. 33 zł, typowa torebka mocowana przy rurze podsiodłowej. Jedna kieszeń, jeden zamek, solidne rzepy. Odblaskowy pasek dla poprawy bezpieczeństwa.

Kellys Uni II w cenie ok. 34 zł. Ten model możemy zamocowac zarówno w przedniej jak i w tylnej części ramy. Jeden, wodoszczelny zamek, odblaskowe paski, usztywnione boki.

Topeak Tri Drybag – ciekawy produkt, mocowany w przedniej części roweru, na wierzchu rury górnej, przy główce:
Komora główna wyściełana jest miękkim materiałem, chroniącym przewożoną zawartośc. Torebka jest całkowicie wodoodporna, posiada sztywne ścianki. Zapewnia łatwy dostęp do bagażu, bez potrzeby schylania się. Cena ok 90 zł.
Podałem 3 przykładowe rozwiązania. Oczywiście na rynku pełno jest wariacji na ich temat – torebki różnią się wilelkością, ilością przegród i kieszeni, szczelnością. Myślę, że bez problemu każdy znajdzie coś dla siebie.
2. Torebki podsiodłowe:
Ten sposób transportu jest moim zdaniem ciekawszym i bardziej praktycznym rozwiązaniem. Chodzi nie tylko o kwestie czysto wizualne, ale także praktyczne – torebki podsiodłowe są z reguły bardzo sztywno mocowane do prętów siodła i sztycy, zupełnie nie przeszkadzają w pedałowaniu, a ich kształt pozwoli spakowac przedmioty o nietypowych kształtach.
Rozwiązanie takie posiada również wady – torebka narażona jest na zamoczenie, jeżeli w rowerze nie używamy błotników, woda z tylnego koła ląduje wprost na torebce. Także w przypadku konieczności regulacji położenia siodła na sztycy trzeba będzie zdjąc torebkę, w celu odsłonięcia śruby regulacyjnej. W wielu przypadkach trzeba będzie opuścic niżej lampkę, choc zdarzają się modele torebek z wbudowanym oświetleniem.
Na rynku dostępnych jest bardzo wiele torebek, od naprawdę małych, mieszczących jedynie klucze od domu i scyzoryk z ampulami, po większe, gdzie poza kompletem narzędzi zmieścimy dętkę, łatki a czasem także małą kurtkę przeciwdeszczową! Cenowo też nie jest najgorzej – za 30-40 zł dostaniemy niezłą torebkę mocowaną na rzepy. Coś sztywniejszego i nieprzemakalnego to wydatek 70-100 zł.
Kilka przykładów:
Merida Smart-S Bag BG-MD050 – cena ok. 49 zł, mała, ale pojemna torebka, mocowana na solidne rzepy. Pojemnośc 0,5 l. waga 105 g.
Ciekawostką jest zastosowanie czerwonej diody z tyłu, co w połączeniu z odblaskowymi paskami tworzy bardzo ciekawy produkt, poprawiający naszą widocznośc na drodze. Dzięki kompaktowej formie ładnie komponuje się z rowerami szosowymi.
Basil 17890 – solidna torebka, mocowana dzięki sztywnemu uchwytowi do prętów siodła, oraz na rzep do sztycy. Cena ok. 37 zł. Dośc pojemna, bardzo dobrze widoczna w nocy, dzięki szerokiemu paskowi odblaskowemu. Materiał – impregnowany poliester, zapewnia niezłą nieprzemakalnośc.
Topeak Aero Wedge Large – coś na spory bagaż. W cenie ok 70 zł otrzymujemy potężną torbę, z możliwością powiększenia przestrzeni. Sztywna, trwała konstrukcja, mocowana w tradycyjny sposób za pomocą rzepów i pasków z zatrzaskami. Obowiązkowo elementy odblaskowe.
Jak widac sporo mamy opcji transportu podręcznego bagażu, tj. zestawu kluczy, dętki, skuwacza, łatek i pewnie kilku innych rzeczy. Warto je wozic, aby nie byc zmuszonym do prowadzenia roweru po ewentualnej awarii. Przy korzystaniu z omówionych torebek ryzyko zgubienia czegoś jest naprawdę niewielkie.
Kwestie przewożenia większego bagażu za pomocą np. sakw na bagażnik, omówię szczegółowo z jednym z kolejnych wpisów.

Najciekawsze akcesoria firmy Topeak

Firma Topeak już od 1991 roku produkuje wysokiej jakości, innowacyjne akcesoria rowerowe. Jej produkty zyskują wielu nowych zwolenników, a najbardziej udane narzędzia i produkty są stale udoskonalane. Warto przyjrzeć się bliżej ofercie firmy na 2012 rok, zwłaszcza, że ceny poszczególnych akcesoriów nie są powalające, a więc także dla polskiego klienta jest to oferta godna uwagi.

Poniżej przedstawię najciekawsze produkty wraz z krótkim opisem. Te małe cudeńka mogą znacznie uprzyjemnić jazdę na rowerze, a ewentualne naprawy w trasie uczynić prostymi i krótkotrwałymi czynnościami.

1. Narzędzia rowerowe

Klucz Alien III CB

 

Ten wielofunkcyjny kombajn to niemal kompletny warsztat rowerowy mieszczący się w kieszeni! Dwuczęściowy klucz – można go rozłożyć na dwie części dla łatwiejszej obsługi – zawiera w sumie 25 narzędzi, z których najważniejsze to:

– pełna gama kluczy ampulowych

– klucze oczkowe 8, 9, 10 mm

– torx 25

– jedna łyżka do opon

– otwieracz do butelek

– śrubokręty

– skuwacz do łańcucha

– pojemnik na piny do łańcucha

… i wiele, wiele innych. Zakres napraw, jakich możemy dokonać tym kluczem jest zapewne pokaźny. Jeżeli więc lubisz samodzielnie rozwiązywać rowerowe problemy, nie lubisz wracać z trasy inaczej niż swoim rowerem lub po prostu chcesz mieć w domu podręczny warsztat rowerowy – to narzędzie zdecydowanie dla Ciebie! Cena 315 zł nie odstrasza, tym bardziej, że waga zestawu to jedyne 260g, dzięki czemu raczej nie odczujemy jego ciężaru w naszym rowerowym bagażu.

 

Klucz Hexus II

 

Hexus jest zdecydowanie mniejszym zestawem, zawiera 16 narzędzi. Jest sporo lżejszy i również wystarczy do podstawowych czynności wykonywanych z reguły w trasie. Zawiera m.in.

– komplet ampuli

– małe imadełko

– 2 kompozytowe łyżki do opon (są nimi boczne ścianki obudowy!)

– śrubokręt krzyżakowy i płaski

Na pewno zmieści się w kieszeni, a ciężar 160g nie będzie raczej odczuwalny. W cenie 85,90 zł otrzymujemy naprawdę funkcjonalny zestaw, którego jakość potwierdza wiele nagród, jakimi obdarowano go podczas wielu targów sprzętu rowerowego na całym świecie.

 

Łatki samoprzylepne FlyPaper Glueless Patch Kit

 

Ten malutki zestaw łatek jest niezwykle prosty w użyciu – po dokładnym oczyszczeniu papierem ściernym okolic miejsca przebicia dętki naklejamy samoprzylepną łatkę, odczekujemy 10 minut i możemy montować dętkę w oponie. Nadają się zarówno do dętek MTB jak i szosowych, najważniejsze jest, aby czynność łatania wykonać starannie. Zdecydowanie obowiązkowe wyposażenie każdego rowerzysty – cena jedyne 9,90 zł.

Skuwacz do łańcucha Super Chain Tool

Ten małych rozmiarów skuwacz do łańcucha zaskakuje swoimi możliwościami. Doskonale wykonuje to, do czego został stworzony, a praca z nim będzie łatwiejsza dzięki niezwykle prostemu ułatwieniu – mały drucik pozwala spiąć ze sobą dwa końce łańcucha, dając nam jakby trzecią rękę. Mają zbliżone oba końce, możemy spokojnie skuwać je pinem, lub zapiąć spinkę bez szarpania się z wypadającym z rąk łańcuchem.

Prostota, niska waga, małe rozmiary. Cena 59,90 jak najbardziej do przełknięcia.

 

Pompki z serii Race Rocket

Kieszonkowa pompka Space Rocket występuje w dwóch wersjach:

– zwykła, przeznaczona do rowerów MTB, której głównym celem jest szybkie wtłoczenie dużej objętości powietrza do dętki. Maksymalne ciśnienie, jakie dzięki niej osiągniemy to 8 bar.

– wersja HP – high pressure- przeznaczona do pompowania dętek szosowych do wysokich ciśnień – Topeak deklaruje, że dzięki tej pompce osiągniemy ciśnienie 11 bar

 

Obie odmiany pompki wyposażone są w wężyk, na końcu którego znajduje się końcówka nakręcana na wentyl. Dzięki technologii Smart Head pasuje ona zarówno do wentyli dunlop jak i presta, a sam giętki wężyk zapobiega urywaniu wrażliwych wentyli presta.

 

Powietrze tłoczone jest lekko, choć oczywiście małe rozmiary (18 cm) zmuszają nas do wykonania znacznej ilości ruchów, zanim dostatecznie napompujemy koło. Pompka bez problemy zmieści się w kieszeni, nie będzie nam specjalnie przeszkadzać także dzięki wadze jedynie 80 g. Cena 105,90 za wersję MTB oraz 125,90 zł za szosową.

Pompkę bez problemy przewieziemy na rowerze dzięki załączonemu uchwytowi, który montuje się w miejscu przeznaczonym na koszyczek na bidon.

 

 

SideKick STW Wedge Pack

Ta niepozorna torba podsiodłowa to idealne rozwiązanie dla osób chcących uniknąć mozolnego kompletowania rowerowego zestawu ratunkowego. Zestaw zawiera podstawowe narzędzie rowerowe, mogące uratować nas przed powrotem z wycieczki na piechotę.

Wewnątrz znajdziemy:

Oprócz powyższego, mamy jeszcze sporo miejsca do zagospodarowania, możemy więc przewozić dętkę i kilka innych, mniejszych rzeczy. Całość waży 500g, solidnie trzyma się pod siodełkiem, kosztuje 209,90 zł. Warto!

 

 

 

Topeak oferuje także ciekawą ofertę akcesoriów transportowych. Poza standardowymi rozwiązaniami opartymi o bagażnik mocowany do dedykowanych otworów w ramach turystycznych, występują także produkty przeznaczone dla rowerów, w których producent nie przewidział opcji montażu bagażnika.

MTX BeamRack i BeamRack EX

 

 

Bagażniki BeamRack montuje się na sztycy podsiodłowej, będą więc pasować do znakomitej większości rowerów. Wersja EX wyposażona jest w gumy po boku, dzięki którym możemy przewozić na bagażniku np. odzież bez konieczności stosowania dedykowanych toreb. Ale to do nich właśnie przeznaczony jest ten produkt. Z bagażnikami współpracuje cała kolekcja specjalnych toreb, dopasowanych systemem mocowania, które zapewnia pewne trzymanie i bezpieczeństwo przewożonego bagażu. Dodatkiem do bagażnika może być błotnik, który ochroni nasz bagaż przed błotem:

Bagażnik MTX BeamRack nabędziemy w cenie 179,90, wersję EX w cenie 136,90 zaś błotnik, pasujący do obu wariantów, w cenie 21,90.

Do powyższych bagażników dostępnych jest kilka dedykowanych toreb.

Mniejsza, MTX TrunkBag EX, pomieści w sumie 8 litrów bagażu.

Posiada jedną dużą kieszeń główną oraz 2 boczne z siateczki. Do zestawu dołączony jest pasek do noszenia na ramieniu, naszyte są na nią odblaskowe paski poprawiające bezpieczeństwo, wypełnienie z pianki zapewni naszym bagażom komfortowe warunki przenoszenia.

Cena torby to 189,90 zł.

Większą wersją torby jest MTX Trunk Bag EXP.

Torba pomieści 16,6 litra, posiada jedną kieszeń główną i 2 boczne. Podobnie jak w przypadku mniejszego modelu, mamy tu pasek do noszenia na ramieniu, odblaskowe elementy i wyściółkę z pianki EVA.

Świetnym dodatkiem jest możliwość przekształcenia kieszeni bocznych w sakwy zapinane na zamek.

Do takiego zastosowania potrzebne nam będą boczki do bagażnika – MTX Dual Side Frame.

Torbę nabędziemy w cenie 275,90 zł, dokładki boczne za 84,90 zł.

Dostępnych jest jeszcze kilka innych toreb kompatybilnych z systemem MTX, warto dokładniej przejrzeć ofertę Topeak.

 

Czasami zdarza się, że w naszym rowerze, a dokładniej na kierownicy, zabraknie miejsca na kolejną lampkę, porządny licznik czy inne akcesoria. Topeak przychodzi z pomocą, oferując BarXtender.

Ten sprytny element możemy mocować na kierownicach o różnej średnicy dzięki gumowym podkładkom załączonym do zestawu. Całość będzie nas kosztować 62,90 zł.

 

Na koniec krótko o ciekawych pomysłach na koszyczek do wożenia bidonów. Topeak oferuje kilka koszyczków o regulowanej wielkości, mogących pomieścić standardowe bidony lub zwykłe butelki, które spora część rowerzystów wozi jako podstawowe źródło płynów.

Przykłady:

Modula Cage EX w cenie 21,90.

Modula Cage 2, mocniejszy, z elementami z aluminium, w cenie 36,90.

Natomiast dla bardziej spragnionych przygotowano Modula Cage XL :

Który to koszyk bez problemu pomieści butelkę 1,5 litra.

Cena tego cudeńka to 47,90 zł.

 

Warto w wolnej chwili przejrzeć pełną ofertę na stronie Topeak ! Większość produktów, poza dokładnym opisem, zaprezentowana została w formie filmu, dzięki czemu szybko poznamy każdą zaletę poszczególnych produktów.

Wszystkie opisane wyżej produkty, a także wiele innych innowacji od Topeak’a znajdziecie w naszym warszawskim sklepie BikeSalon.

 

 

 

 

 


Nowe, jesienne akcesoria rowerowe Kellys dostępne w BikeSalon!

W ubiegłym tygodniu w naszym stacjonarnym sklepie pojawiły się nowe akcesoria słowackiej marki Kellys, zdecydowanie związane z jesienią, która na dobre zadomowiła się w naszym kraju. Nowe błotniki i lampki pomogą bezpiecznie i sucho przetrwać ten lekko ponury okres roku.

Na początek proponujemy zestaw błotników Kellys Fuse, przeznaczonych dla kół 26″ i 28″. Jest to alternatywa dla sprzedawanego równolegle zestawu Sentinel II. Zestaw Fuse jest tańszy (49.90 zł), różni się znacznie kształtem – spodoba się zwolennikom skromnych błotników, nie wyróżniających się na tle całego roweru.

 

Przedni błotnik montujemy standardowo w otworze centralnie umieszczonym w tzw. podkowie (element łączący obie golenie) niemal każdego widelca. Warto przed zakupem upewnić się, czy w naszym rowerze mamy widelec z takim właśnie otworem:

Zaawansowane modele amortyzatorów są często pozbawione tego rodzaju otworu – pozostaje wówczas zakup błotnika montowanego od dołu w rurze sterowej, jak wspomniany Sentinel II.

Tylny błotnik do zamontowania również potrzebuje specjalnego otworu w ramie – upewnijmy się, czy w tylnej części ramy, w okolicy hamulca, mamy jeden otwór, zbliżony do ukazanego na zdjęciu:

Błotnik jest dość długi, dzięki czemu chroni przed zachlapaniem nie tylko nasze plecy, ale i nogi. Drugi punkt mocowania wypada na rurze podsiodłowej, w okolicy korby. Rozwiązanie to można zastosować niemal w każdym rowerze, warto jednakże przed zakupem skonsultować tę kwestię ze sprzedawcą, który oceni, czy w danym modelu roweru nie będzie komplikacji przy montażu zestawu.

Całość jest lekka i trwała, plastik dobrej jakości, dość elastyczny i odporny na zginanie. Wszystkie potrzebne śruby i uchwyty dołączono oczywiście do samych błotników. Jeżeli przyjedziecie po błotniki na rowerze oczywiście zamontujemy na gratis na miejscu. Czynność nie powinna trwać dłużej niż 10 minut.

Kolejną nowością są lampki przednie: Crooker i RHL 06.

Lampka dostępna jest w 4 kolorach. Sposób montażu – na pasek z rzepem, dzięki czemu lampkę możemy zamontować nie tylko na kierownicy, ale również na elementach obrania, czy innych miejscach na rowerze. Dwie mocne diody gwarantują, że na pewno zostaniemy zauważeni na drodze, a w całkowitej ciemności, np. w nocy w lesie, lekko oświetlą drogę. Tryby świecenia – ciągły i przerywany. Zasilane dołączonymi w zestawie bateriami CR 2032. Cena 20,90 zł za sztukę.

Druga z przednich lampek – RHL 06, ma podobne zadanie jak Crooker – sygnalizować. Czyni to jednakże znacznie skuteczniej.

 

Bardzo mocne, białe światło, uzyskano dzięki zastosowaniu aż 5 jasnych diod. Nie miało to jednakże istotnego wpływu na rozmiary lampki – jest mała, a dzięki ciekawie zaprojektowanej obudowie szczelnie „otula” kierownicę. Zasilana bateriami AAA 3×1.5V, których niestety nie dołączono do zestawu, należy więc nastawić się na kilka dodatkowych złotych właśnie na ten cel. Dwa tryby świecenia – ciągły i przerywany to już standard w tej półce cenowej. Polecam osobom chcącym mieć pewność, że jadący z naprzeciwka rowerzysta lub samochód w porę nas zauważą. Oczywiście w ciemnym lesie oświetli przed nami 2-3 metry drogi, co wystarczy do bezpiecznego powrotu w granice cywilizacji.

Wszystkie opisane produkty można obejrzeć i zakupić w sklepie na Ostrobramskiej 38b w Warszawie, a także w sklepie internetowym na bikesalon.pl

 

 


Jak dobrać kask rowerowy?

Kask rowerowy to coraz częściej widywany na ulicach element wyposażenia, ubioru, rowerzysty. Jego rola nie wymaga tłumaczenia, nosimy go, aby zapobiec skutkom wypadów i kolizji na rowerze. Na jego używanie decyduje się coraz większa liczba amatorów dwóch kółek, pomimo, iż jego stosowania nie wymaga polskie prawo (taki obowiązek wprowadzili u siebie m.in. słowacy). Nie ma sensu rozwodzić się nad zaletami i wadami stosowania kasku, przejdźmy więc od razu do kluczowych kwestii, jakich należy dopilnować, kupując kask.

Za oczywiste przyjmijmy, że kask kupujemy w sklepie rowerowym. Nie hipermarkecie, nie na bazarze, niekoniecznie w markecie sportowym. Tanie kaski nie zapewnią nam bezpieczeństwa, istnieje duża szansa, że rozpadną się, zanim tak naprawdę będą miały okazję się wykazać. Skupmy się więc na ofercie sklepów rowerowych – oferta BikeSalon będzie tu dobrym przykładem.

Z kupnem kasku wiąże się kilka pojęć, które warto sobie przyswoić, zanim ruszymy na łowy.

Certyfikaty i normy

Bardzo ważne jest, aby nasz przyszły kask spełniał choć jedną normę bezpieczeństwa, przeznaczoną dla tej kategorii produktów.

Absolutną podstawą jest symbol CE – oznacza on, że dany kask spełnia wszelkie normy bezpieczeństwa, przeznaczone dla tej kategorii produktów przez Unię Europejską.

Certfikat TÜV Rheinland – oznacza, że dany kask pomyślnie przeszedł testy w tym niemieckim ośrodku certyfikacji produktów spożywczych i przemysłowych. Produkty z akceptacją tej instytucji są naprawdę bezpieczne!

Normy EN

EN czyli europejskie normy bezpieczeństwa – podobnie dzielą się na wiele kategorii, osobnych dla poszczególnych kategorii produktów. W przypadku kasków możemy napotkać normę EN-1078.

Norma ta określa wymagania dotyczące skuteczności ochrony dla kasków oraz ergonomii dotyczące:

– konstrukcji uwzględniającej pole widzenia;

– właściwości amortyzujących uderzenie;

– właściwości układu mocującego, włącznie z paskiem podbródkowym i urządzeniem do mocowania;

– znakowania i informacji dostarczanych przez producenta.

Technologia In-mold:

Kask rowerowy to nic innego jak skorupa ze styropianu, połączona z górną częścią kasku (kolorowy wierzch) oraz będącą punktem zaczepienia pasków umożliwiających trwałe zamocowanie kasku na głowie. W tańszych kaskach skorupa połączona jest z ozdobnym wierzchem są po prostu ze sobą sklejone, co niedługo po rozpoczęciu użytkowania może skutkować oddzielaniem się obu części od siebie. Aby zapobiec rozwarstwianiu, stosuje się technikę formowania wtryskowego. Najczęściej sposób ten nazywany jest montażem w technologii „in-mold” (IML). W obracającej się lub indeksującej formie wtryskowej wykorzystywany jest jeden bęben lub więcej, by utworzyć różne części komponentu z dwóch lub większej liczby materiałów. Jest to operacja montażowa, ponieważ eliminuje ona pomocniczą operację spawania, stosowania klejów czy wykorzystywania dowolnej innej metody mocowania.

Wykonany zgodnie z In-mold kask będzie zatem trwalszy, a zarazem staranniej, ładniej wykonany. Jeżeli nie ulegniemy wypadkowi, wytrzyma z nami wiele lat.

Gęstość skorupy

Kaski różnią się także jakością materiału zastosowanego do produkcji samej skorupy. Mówiąc najprościej – im droższy kask, tym twardsza (o większej gęstości) skorupa. Tanie kaski łatwo poddają się naciskowi paznokcia – bez problemu zostawimy ślad na skorupie. Te z wyższej półki są zdecydowanie bardziej odporne. Korzyści wynikające z tego faktu są raczej oczywiste!

Otwory wentylacyjne

 

 

Liczba otworów wentylacyjnych jest dość istotnym wyznacznikiem jakości, ale i przeznaczenia danego kasku. Generalnie im otworów więcej, tym lepiej. Kask będzie lżejszy, bardziej przewiewny – latem zdecydowanie wzrasta komfort użytkowania. W tańszych kaskach normą będzie 8-12 otworów. Za ponad 200 zł znajdziemy już kaski wyposażone w często więcej niż 20 otworów – taka ilość zapewnia bardzo komfortową jazdę nawet w duże upały.

Masa kasku

Bardzo istotny czynnik, zwłaszcza dla osób, które jeżdżą głównie długie wycieczki, a więc spędzają w kasku po wiele godzin dziennie. Za wyjściową wagę kasku przyjmijmy 300 g w przypadku produktu dla dorosłych. Tyle ważyć będą kaski za 100-150 zł. To nie dużo, do rekreacyjnej jazdy jak najbardziej wystarczy. Granicę 250 g osiągają kaski za 200-400 zł, głównie dzięki większej ilości otworów wentylacyjnych. Kask ważący 200 g to już wydatek rzędu 500 zł na topowe produkty takich marek jak Giro czy Alpina.

 

Przejdźmy do analizy konkretnych decyzji związanych z zakupem kasku rowerowego:

1. Budżet

Na wstępnie koniecznie musimy określić, jaką sumę możemy przeznaczyć na kask. Produkty znanych producentów dla dzieci i młodzieży rozpoczynają się od ok. 70 zł, np. Merida F/S 2012:

 


Za bardziej dopracowany kask dla tej kategorii wiekowej zapłacimy ok. 125 zł:

Alpina Gamma

 

 

 

Niezłej jakości, niskiej wagi kaski dla dorosłych to wydatek przynajmniej 125 zł, czego przykładem może być produkt Kellys Acess:

 

 

Oczywiście znajdziemy także kaski za 600-700 zł – dopracowane arcydzieła, łączące w sobie niezwykle niską wagę i jednocześnie wytrzymałość. Prym wiodą tu produkty kultowych niemal marek – Giro, Uvex czy Specialized kojarzone są z tego rodzaju produktami.

Topowy produkt w ofercie BikeSalon to kask Alpina Mythos:

Za 295 zł otrzymujemy produkt spełniający wyżej opisane normy (CE i EN – 1078), wykonany w technologii In-mold, posiadający 25 otworów wentylacyjnych i siateczkę, chroniącą przed „złapaniem” owada pod kask (przedostanie się tam osy czy komara raczej nie skończy się dla nas dobrze…). Całość jest bardzo ładnie wykończona (połysk) i waży 255 g. Standardem jest odczepiany daszek oraz płynna regulacja obwodu głowy poprzez obracanie pokrętła w tylnej części kasku. Dostępny w kolorach szarym lub czarnym. Warto odnotować, że ten model produkowany jest także w bardzo dużym, jak na rowerowe kaski, rozmiarze 59-64 cm, dla osób, których dysponujących głową znacznych rozmiarów 🙂

 

2. Rozmiar kasku

Ten krok wymaga od nas szczególnej uwagi. Kaski, podobnie jak odzież, robione są w kilku rozmiarach, sygnowanych często jak ona, czyli: S, M, L, XL i czasem XXL. Najważniejszy jest jednak obwód kasku, podawany w centymetrach. Kaski dziecięce mają przeważnie 45-50 cm, juniorskie 50-57 cm, kaski dla dorosłych od 55 do 65 cm.

Obwód głowy mierzymy ponad uszami i brwiami:

Uzyskany w ten sposób wynik pomoże nam wstępnie wybrać kaski do przymierzania.

Gdy mamy już dany model na głowie, dopasujmy obwód poprzez regulację pokrętłem z tyłu kasku. Ważne, aby kask nie uciskał nas punktowo w żadnym miejscu – nawet najdrobniejszy ucisk będzie się nasilał wraz z kolejnymi pokonywanymi kilometrami. Kask powinien dobrze leżeć już od pierwszego założenia!

Musi jednocześnie dość stabilnie leżeć na głowie. Po zapięciu pasków pod brodą wykonajmy parę szybkich ruchów głową, upewniając się, że kask nie zsuwa nam się na oczy czy właśnie nie zacznie gdzieś uciskać. Na ten proces dajmy sobie sporo czasu, spróbujmy kilku modeli, być może nawet same wkładki wewnętrzne przekonają nas do konkretnego modelu, jeżeli wahamy się pomiędzy dwoma modelami.

Pamiętajmy także, aby dobrać taki rozmiar, który zostawia nam pewne pole manewru – czyli lekki zapas, pozwalający na jazdę z bandaną lub kominiarką pod kaskiem w chłodniejsze dni!

3. Użytkowanie i pielęgnacja.

Użytkując kask rowerowy warto po prostu o niego dbać. Dla własnej higieny warto co jakiś czas uprać wkładki wewnętrzne, które w upalne dni szybko nasiąkają potem, stając się siedliskiem bakterii i generując przykry zapach. Kask warto ponadto przemywać wodą – brudny, lepki kask będzie zdecydowanie mniej komfortowy w użytkowaniu.

Zdejmując kask odkładajmy go w bezpieczne miejsce powoli, bez rzucania. Skorupa, mimo, że mocna, może osłabić się w wyniku często „rzucania” kaskiem, co zmniejszy jej właściwości chroniące głowę.

Po każdym poważniejszym upadku, nawet, gdy na powierzchni skorupy nie widać wyraźnych pęknięć – warto kask wymienić. Możemy nie dostrzec mikropęknięć wewnątrz skorupy, a te znacznie osłabią zdolność kasku do wzięcia na siebie impetu kolejnego poważnego spotkania z podłożem lub np. drzewem, co często ma miejsce przy wypadkach w lesie!

Pamiętajmy: jazda w popękanym wyraźnie kasku nie ma większego sensu – skutki upadku odczujemy boleśnie, gdyż siła uderzenia nie rozejdzie się równomiernie po całej skorupie, a jedynie po oddzielonych pęknięciami obszarach!

Marki oferowane w BikeSalon:

Oferujemy kaski znanych firm. Produkty Kellys i Merida są jak najbardziej godne polecenia – nie wiemy jednak do końca zbyt wiele o procesie ich produkcji, jak to bywa w przypadku komponentów sygnowanych logotypami producentów rowerów. Pewne jest, że podwykonawcą jest tu jeden z czołowych producentów kasków, a same kaski posiadają niezbędne atesty, świadczące o ich wysokiej jakości.

Pozostałe marki to znane z produkcji kasków firmy Giro i Alpina.

Giro – globalny lider w projektowaniu i technologii kasków. W 1985 roku firma Giro zrewolucjonizowała świat kasków rowerowych za pomocą swojego pierwszego modelu: Prolight. Kask został wymyślony przez założyciela firmy Giro, Jama Gentesa, w jego kalifornijskim garażu i rozpoczął długą historię innowacji wzornictwa firmy. Od tego czasu firma Giro zachowuje wiodącą pozycję dzięki ciągłemu postępowi w dziedzinie aerodynamiki, wentylacji i komfortu, przy jednoczesnym zachowaniu najwyższego priorytetu ochrony i bezpieczeństwa.

Niemiecka firma założona w 1979 roku specjalizująca się produkcji okularów sportowych i kasków – zarówno narciarskich jak i rowerowych. Dzięki tak bogatemu doświadczeniu jest w stanie zapewnić produkty najwyższej jakości, i stale je udoskonalać. Współpracuje z wieloma profesjonalnymi rowerzystami, wcielając ich sugestie z kolejne modele produkowanych kasków. W BikeSalon macie także okazję zapoznać się z okularami Alpiny, z których część modeli dedykowana jest przede wszystkim rowerzystom!

Podsumowanie

W naszym sklepie macie możliwość przymierzenia wielu modeli kasków i skorzystania porad fachowców, używających ich na co dzień. Jeżeli nie jesteście pewni zakupu, możecie zakupić kask i przymierzyć spokojnie w domu, a w przypadku, gdy okaże się nieodpowiedni, po prostu zwrócić go nam w ciągu 14 dni od daty zakupu (kask nie może nosić śladów użytkowania).

Oferta kasków w BikeSalon.pl