Podhale - raj dla rowerzystów! - BikeStory.pl

Podhale – raj dla rowerzystów!

Polski rowerzysta zdecydowanie nie powinien narzekać. Płaskie jak stół Mazowsze, lekko pofałdowane pomorze, mazury i wielkopolska, wreszcie górzyste południe – jest gdzie jeździć! Wszystko w zasięgu kilku godzin jazdy samochodem lub pociągiem. Każdy z Was ma zapewne swoje ulubione miejsce, do którego chętnie wraca. Dla mnie takim miejscem jest Podhale i dziś będę Was przekonywał do odwiedzenia tego cudownego regionu 🙂

 

Obszar, który wzdłuż i wszerz zjeździłem zarówno na rowerze górskim, jak i szosowym, to okolice pomiędzy Białką Tatrzańską a Piwniczną, z dodatkiem bliskiej Słowacji. Jak bazę wypadową przeważnie wybierałem pięknie położone Krościenko nad Dunajcem, ale także Groń – małą wieś blisko wspomnianej Białki. Noclegu warto szukać także w Szczawnicy lub Niedzicy – to najbardziej znane miasteczka regionu.

Podhale jest bardzo pofałdowane, choć nie tak bardzo, jak same Tatry. Najwyższe szczyty mają ok. 1100 metrów nad poziomem morza, dzięki czemu poruszając się po opisywanym obszarze co chwila napotkamy na swojej drodze wymagające długie podjazdy, po których czekają nas oczywiście długie, bardzo szybkie zjazdy.

Na rowerze górskim poznałem głównie okolice Szczawnicy i Krościenka – większość dróg odchodzących od głównej drogi wzdłuż Dunajca zawiedzie nas na wysokie szczyty pięknie położonymi, szutrowymi drogami, które są przejezdne przez większą cześć roku. Ruch samochodowy jest tam praktycznie zerowy – ścieżki te służą głównie do zwożenia drewna do okolicznych tartaków – często spotkamy więc na drodze drwali z ich ciężkim sprzętem, który jednakże nie przeszkadza w sprawnym poruszaniu się na rowerze. Pokonanie dystansu ok. 50-80 km pozwoli porządnie zmęczyć się większości rowerzystów, dostarczając niesamowitych widoków. Wybierając się głęboko w las warto pamiętać o solidnym prowiancie – o ile w samym wioskach sklepów jest dużo, o tyle w lesie raczej nie zdobędziemy pożywienia. Lepiej jest z wodą – okolice poprzecinane są gęstą siecią górskich strumieni, z których bez obaw możemy czerpać czystą, zdatną do picia wodę.

Wiele ze ścieżek to grząskie, często podmokłe tereny, zdarzyć się może także twarda, szutrowa droga usłana mniejszymi i większymi kamieniami – warto zaopatrzyć się w szerokie (2,25 cala) opony z porządnym bieżnikiem – ja używałem Schwalbe Nobby Nic – spisywały się bez zarzutu. Bez względu na porę roku warto mieć przy sobie bluzę lub wiatrówkę – temperatura na szczytach jest często znacznie niższa niż na dole – różnica może wynosić 10 stopni. Warto ubrać się przed każdym zjazdem – przy prędkościach około 50 km/h solidnie się wychładzamy!

Zdecydowaną większość podhalańskich tras pokonałem na rowerze szosowym. Sieć dróg pomiędzy Białką a Szczawnicą jest naprawdę bogata i, z wyłączeniem głównej drogi przez Nowy Targ, bardzo dobrej jakości, gdzie panuje skromny ruch samochodowy. Głównej nie polecam ze względu właśnie na duży ruch ciężarówek, co przy braku pobocza sprzyja niebezpiecznym sytuacjom.

Szosowiec na Podhalu ma do odhaczenia kilka obowiązków miejsc, m.in.  znany z Tour de Pologne podjazd „Sciana Bukovina” – z Gliczarowa Dolnego do Gliczarowa Górnego – sama ściana ma kilkaset metrów, gdzie nachylenie sięga 20% – można się porządnie zasapać 🙂 Resztę zaliczmy jadąc moją ulubioną trasą. Zaczynamy drogą przez Rzepiska na Łapszankę – nachylenie 10-12%, na końcu nagroda – wspaniały widok na Tatry:

Z Łapszanki warto zjechać w kierunku wschodnim, w kierunku Niedzicy. Czeka nas kilka kilometrów bardzo szybkiego zjazdu do głównej drogi na Niedzicę, która, już łagodniej, także prowadzi w dół. Do malowniczego Zalewu Czorsztyńskiego dojeżdżamy więc cały czas z górki – blisko 15 kilometrów zjazdu to druga nagroda za podjazd z Rzepisk. W Niedzicy warto udać się na zaporą wodną lub na zamek Czorsztyn – widoki ponownie nieocenione:

Dalej warto skierować się lekko na północ na Krośnicę, gdzie ponownie czeka nas solidny podjazd. Zjazd (ze skrętem w prawo na skrzyżowaniu z drogą główną) to znowu kilka kilometrów mknięcia w dół wprost do Krościenka nad Dunajcem. Kierując się dalej na wschód dojedziemy do znanego uzdrowiska – Szczawnicy, gdzie przełomem Dunajca przekraczamy granicę Polski ze Słowacją. Rowerzyści MTB mogą pokonać całą trasę pięknie położonego przełomu (ok. 10 km szutrowej drogi), szosowcy skracają drogę, gdy kończy się asfalt, kierując się do słowackiej Leśnicy, gdzie rozpoczyna się kolejny wspaniały podjazd.

Wspaniały zjazd kończymy skrętem w prawo do Czerwonego Klasztoru, gdzie dostajemy się bardzo szybko dzięki stałemu nachyleniu drogi w dół. Dojeżdżamy ponownie do Dunajca. Przed nami piękny widok na Trzy Korony. W tym miejscu możemy skracać wycieczkę wracając do Niedzicy, lub dołożyć 50 km dalej przez Słowację. Polecam wydłużenie wycieczki – solidny podjazd na Magurkę, zjazd po nowiutkim, tegorocznym asfalcie, gdzie przy dobrych warunkach rozwiniemy 80 km/h (mój rekord 77 km/h), wspaniała przeprawa u stóp Tatr, gdzie przez miejscowość Żdiar biegnie łagodny, ale bardzo długi podjazd, który solidnie sprawdza psychikę kolarza. Nagroda – ponownie wspaniały widok na Tatry:

Dalej czeka nas już tylko zjazd – podążając zgodnie ze znakami „Polsko” trafimy do ojczyzny, gdzie, po małej premii górskiej na samej granicy, czeka nas dalej zjazd aż do samej Białki Tatrzańskiej.

Tak w skrócie prezentuje się moja ulubiona trasa na Podhalu. Całość to ok. 140 km pięknych widoków, mocnych podjazdów i szybkich zjazdów. Do przejechania spokojnie w 8 godzin łącznie z postojami. Ślad GPS z opisanej trasy możecie zobaczyć TU !

Oczywiście wszelkie możliwe warianty, w tym przejechanie trasy w odwrotnym kierunku, dostarczą mnóstwo niezapomnianych wrażeń. Podczas wycieczek warto mieć przy sobie wiatrówkę – na zjazdach potrafi być zimno. Dętka, pompka, podstawowe klucze też się przydadzą – na trasie nie ma sklepów rowerowych, jesteśmy zdani na siebie i pomoc innych rowerzystów, których na szczęście nie brakuje. Warto mieć przy sobie dużo gotówki – sklepów jest bardzo dużo, ale nie wszędzie można płacić kartą. Na bliskiej Słowacji honorowane są złotówki, jeżeli oddalimy się od granicy trzeba mieć już euro, albo zapas jedzenia na czarną godzinę 🙂

Z przejechaniem tamtejszych tras powinien dać sobie radę każdy średnio wytrenowany rowerzysta. Ja jeździłem na mało górskiej konfiguracji napędu – klasyczna korba 53×39 i kaseta 12-25 zębów – niektóre podjazdy zmuszały do znacznego wysiłku, ale przejechałem tak Włochy, także byłem na to przygotowany. Posiadacze kompaktowych korb spokojnie pokonają wszelkie pagórki.

Szczerze więc polecam Podhale – każdy znajdzie coś dla siebie. Co ważne, jest co robić w przypadku gorszej pogody – spacery także potrafią sprawiać radość, a wspaniała, regionalna kuchnia, serwowana w tradycyjnych góralskich chatach ucieszy każde podniebienie. Warto wyrwać się w te strony nawet na 2-3 dni – to wystarczająco dużo czasu, dość dobrze poznać to miejsce i zakochać się w nim bezpowrotnie, czego szczerze Wam życzę!

W przypadku jakichkolwiek pytań piszcie śmiało!

Rowerowe problemy możecie także poruszać na forumrowerowe.pro !

oraz na naszym profilu na Facebooku!

Zdjęcia wykonałem kamerą GoPro Hero 3+ Black Edition!

Do zobaczenia na trasie!