Nie wracam na piechotę! Czyli co zabrać ze sobą na wycieczkę... - BikeStory.pl

Nie wracam na piechotę! Czyli co zabrać ze sobą na wycieczkę…

 

Bardzo często mijamy na ulicy bądź, co gorsza, poza miastem, rowerzystów pchających swój rower – pozbawiony łańcucha lub z przebitą dętką. Pół biedy, jeżeli taka przygoda przytrafi nam się w mieście, w miarę blisko domu. Gorzej, gdy staniemy przez wizją powrotu pieszo kilkadziesiąt kilometrów od domu.

Oczywiście awarie zdarzają się każdemu, bez względu na posiadany sprzęt czy wyszkolenie techniczne. Warto jednak pamiętać, że większość z unieruchamiających nas awarii można w prosty sposób usunąć , korzystając z podręcznych narzędzi. Możemy wówczas spokojnie kontynuować wycieczkę, dumni z samodzielnego rozwiązania problemu.

Mam nadzieję, że po lekturze tego wpisu będziecie chętniej zabierać ze sobą narzędzia – prawdziwy rowerzysta nie wozi roweru autobusem 🙂

KOŁA

Awarie dotyczące kół mogą mieć różnoraki charakter, przeważnie jest to „złapanie gumy”, czyli przebicie dętki, skutkujące opróżnieniem dętki i opony z powietrza. A raczej każdy zdaje sobie sprawę, że jazda na samej obręczy najpewniej zakończy się zniszczeniem całego koła.

Przebicie dętki najczęściej wynika z dwóch czynników:

najechanie na krawężnik w połączeniu z niskim ciśnieniem w dętce – skutkiem jest dobicie obręczą dętki do krawężnika, w wyniku czego w dętce powstają 2 równej wielkości dziurki. Uszkodzenie takie znane jest jako snake (ang: wąż), gdyż dziurki przypominają ślady po ugryzieniu węża. Jak na zdjęciu:

Drugi możliwy przypadek to najechanie na przedmiot, który przebije oponę i dętkę, np. gwóźdź, wystający z ziemi drut, ale także kolce niektórych krzewów.

Skutek jest ten sam, rozwiązanie również to samo.

Zapasowa dętka: wożenie zapasu powinno być standardem. Oczywiście dodatkowa dętka musi pasować rozmiarem do naszych opon i kół, musi mieć także odpowiedni zaworek. Dętki nie są znacznej wielkości przedmiotem, mieszczą się do kieszeni spodni, lub idealnie do kieszonek na plecach koszulek rowerowych. Dętkę kupimy za 15-25 złotych, czyli niewielkim kosztem, a może naprawdę nas uratować.

Drugim sposobem, przydatnym także w przypadku kolejnej gumy podczas tej samej wycieczki, jest łatanie dętki. Są na to dwa sposoby, o których za chwilę.

W obu wspomnianych przypadkach musimy usunąć dętkę w opony. W tym celu warto mieć przy sobie łyżki do opon:

Sprzedawane w parach, czasami po trzy sztuki, plastikowe „lewarki” pomogą nam zdjąć oponę z obręczy.

Dotyczy to głównie opon drutowych, sztywniejszych od opon zwijanych, które ciaśniej siedzą w obręczy. Oponę zwijaną zdejmiemy i założymy bez pomocy łyżek.

Proces zdejmowania i zakładania opon i dętek na przykładzie opon zwijanych dobrze wyjaśnia poniższy film:

 

Jeżeli mamy już wyjętą dętkę, pora ją załatać. Należy w tym celu w miejscu przebicia nakleić łatkę, których mamy 2 rodzaje:

– przyklejane klejem

wewnątrz pudełeczka, znacznie mniejszego od standardowego telefonu, znajdziemy kilka łatek, tubkę z klejem oraz kawałek papieru ściernego, ew. blaszkę – do zmatowienia dętki.

 

Procedura jest prosta: odnajdujemy dziurę w dętce. Okolice dziury musimy bardzo dokładnie zmatowić (wyczyścić) załączonym kawałkiem papieru ściernego. Na zmatowione miejsce nakładamy trochę kleju, tak samo robimy z łatką, z której wcześniej zrywamy folię ochronną. Odczekujemy chwilę (1-2 minuty) aż klej podeschnie, po czym łączymy łatkę z dętką i dociskamy zdecydowanie na ok. 5 minut. Po tym czasie można montować dętkę. Czynność ciekawie przedstawiono poniżej:

Prawda, że to bardzo proste?

Drugim sposobem załatania dziury w dętce jest zaklejenie jej łatką samoprzylepną, np. produktem firmy Topeak:

W zestawie, kosztującym około 10 zł, znajdziemy 8 łatek i kawałek papieru ściernego. Łatki przypominają zwykle naklejki, są przezroczyste. W tym przypadku bardzo ważne jest dokładne oczyszczenie i zmatowienie miejsca wokół dziury – łatka musi się mieć do czego przykleić!, Po nałożeniu łatki ściskamy wszystko razem na kilka dłuższych chwil i po sprawie. Z doświadczenia dodam, że na większe uszkodzenia lepiej stosować łatki tradycyjne – w zestawach z nimi często znajdziemy jedną dużą łatkę, która pozwoli nam wybrnąć z większych opresji.

SZPRYCHY

Zdarzyć się może, że pęknie nam szprycha. Ot tak, bez powodu, lub też z powodu mechanicznego uszkodzenia – po zderzeniu z kolegą lub upadku. W większości kół MTB i crossowych, zaplatanych na 32 lub 36 szprych, utrata jednej z nich nie oznacza końca wycieczki. Pozostałe szprychy wezmę na siebie całą pracę, warto jednak jechać trochę delikatniej i raczej kierować się w stronę domu – jeżeli pęknie druga – będzie gorzej.

 

 

Gorzej jest w przypadku np. kół szosowych, jak na powyższym zdjęciu. Często mają dużo mniej szprych, utrata jednej z nich kończy się solidnym rozcentrowaniem koła – uniemożliwia dalszą jazdę.

Osobiście nie znam nikogo, kto woziłby ze sobą zapasowe szprychy. Można jednak pomóc sobie zabierając na wycieczkę klucz do szprych.

 

 

 

Ten na obrazku powyżej, mimo swojej prostej konstrukcji, obsługuje 3 różne średnice szprych. Pomóc nam może, gdy np. w wyniku zderzenia lub właśnie utraty szprychy koło złapie „bicie”, czyli rozcentruje się. Jeżeli mamy hamulce typu V-break, czyli trące o obręcz, klocki zaczną obcierać o  skrzywioną obręcz, spowalniając lub wręcz uniemożliwiając jazdę. Pozostaje nam rozpięcie hamulca i kierowanie się w stronę domu z tylko jednym sprawnym hamulcem, lub też podcentrowanie koła. To dość prosta operacja, warto jednak potrenować na sucho w domu, a nie uczyć się tego w terenie – stres i pośpiech nie są wówczas pomocnikami 🙂

Krótka lekcja centrowania koła

Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że do zakończenia prac przy kołach potrzebna jest pompka. Jest ogromny wybór na rynku, od 10 zł po niemal 200 zł i pewnie więcej. Zdecydowana większość dostępnych obecnie pompek obsługuje wszystkie typowe zaworki

 

Pompki różnią się od siebie głównie wydajnością – tymi tańszymi będziemy musieli się długo namachać. Lepsze, teleskopowe, tłoczą znacznie więcej powietrza przy jednym ruchu. Za ok. 50 zł kupimy bardzo wydajną, kompaktową pompkę, którą bez problemu zmieścimy do kieszeni czy nawet torebki podsiodłowej.

ŁAŃCUCH:

Drugą najczęstszą przyczyną unieruchomienia roweru jest zerwanie łańcucha. Zdarzyć się to może każdemu i wszędzie, bez względu na jakość sprzętu i umiejętności rowerzysty. Łańcuch najczęściej zrywa się na tzw. pinie, czyli po prostu w miejscu połączenia dwóch jego końców specjalnym klinem, co dokonywane jest w fabryce przy montażu roweru.

Są dwa sposoby rozwiązania tej sytuacji, w obu przypadkach potrzebne będzie jedno kluczowe narzędzie – skuwacz do łańcucha. W większości przypadków wygląda on tak:

 

To proste i niewielkich rozmiarów urządzenie przypomina imadełko – dzięki niemu możemy wcisnąć wspomniany pin w ogniwa łańcucha, łącząc dwa jego końce.

Pin do łańcuchów możemy zakupić w specjalistycznych sklepach rowerowych. Kosztują kilka złotych, a wyglądają tak:

 

Pamiętajmy, że piny są różne w zależności od szerokości łańcucha, czyli ilości rzędów (zębatek) z jaką współpracuje.

Poniżej krótka lekcja skuwania łańcucha – pokazano skuwanie nowego łańcucha, ale tak samo spina się łańcuch zerwany – należy jedynie za pomocą skuwacza doprowadzić oba końce do stanu ukazanego na filmie:

Innym sposobem spięcia łańcucha jest użycie spinki, takiej jak poniżej:

 

Jest to bardzo prosty sposób na zerwany łańcuch. Należy pamiętać, że także spinkę dobieramy pod konkretną szerokość łańcucha.  Ponadto przed montażem trzeba będzie odkuć od łańcucha połowę ogniwa, która pozostała po zerwaniu łańcucha.

Spinka w łańcuchu daje nam także możliwość łatwego jego rozpinania np. w celu dokładnego wyczyszczenia. Wówczas nie potrzebujemy już skuwacza, spinkę po krótkim treningu rozepniemy palcami, ew. przy użyciu kombinerek.

Oto krótka instrukcja użycia spinki:

Spinka to koszt około 10 złotych, warto więc zaopatrzyć się w więcej niż jedną sztukę i zawsze wozić ją przy sobie.

Podsumujmy:

dobrze przygotowany rowerzysta wozi przy sobie:

– pompkę

– dętkę

– łatki do dętek

– skuwacz do łańcucha

– spinkę do łańcucha lub pin

– klucz do szprych

Zestaw ten uzupełnić trzeba kompletem kluczy ampulowych, często w formie niewielkiej wielkości scyzoryka.

W tym przypadku poza ampulami dostajemy także śrubokręt płaski i krzyżakowy, a także klucz torx 25, potrzebny przy pracach przy tylnej przerzutce. Za pomocą takiego zestawy wyregulujemy większość rzeczy w nowoczesnym rowerze. Koszt takiego scyzoryka to ok. 30-40 zł, czyli niezbyt dużo. Możemy oczywiście zaopatrzyć się w większy zestaw.

Koszt takich zestawów to ok. 120-150 złotych, jednakże zawierają one przeważnie skuwacz do łańcucha, także odpada nam wożenie go osobno. Rozmiary tych zestawów są jednak spore, niemała jest także ich waga. Należy dobrze poznać swoje potrzeby i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrzebny jest nam tak szeroki wachlarz narzędzi…

Mając przy sobie opisane powyżej narzędzia wyjdziemy obronną ręką z większości rowerowych opresji i powrócimy do domu na kołach. Nie ma większego wstydu dla dobrego kolarza, jak powrót do domu autobusem, warto więc dołożyć wszelkich starań, aby dać radę usterce na trasie i czym prędzej wsiąść na naprawiony rower 🙂

Z każdą kolejną naprawą będziemy daną czynność wykonywać szybciej i skuteczniej, także nie ma sensu poddawać się po początkowych niepowodzeniach.

Opisane narzędzia spokojnie zmieścimy w większych torebkach podsiodłowych – schowany w nich ciężar nie jest przez nas odczuwalny, nie przeszkadza w pedałowaniu i swobodnej jeździe. Kwestię przewożenia bagażu poruszę w jednym w najbliższych wpisów.

 

Prezentowane narzędzia można nabyć np. w Warszawskim sklepie Bikesalon.

Szczegóły pod adresem Bikesalon.pl

 

Bezawaryjnej jazdy!

Krzysiek