Kupno roweru oczami sprzedawcy - obalamy mity! - BikeStory.pl

Kupno roweru oczami sprzedawcy – obalamy mity!

Rowerowy sezon zakupowy zbliża się do końca, a przynajmniej znacznie zwalnia. Zainteresowanie rowerami było duże, oczywiście silnie uzależnione od pogody, co jak zwykle ciężko zrozumieć, jeżeli spojrzymy na problem oczami sprzedawcy. Dziś chcę niejako podsumować wszystko co, co jako osoba sprzedająca ludziom rowery usłyszałem przez ten rok z ust szerokiego grona szanownych klientów 🙂

Celem wpisu jest obalenie zakorzenionych w społeczeństwie, tłumnie wsiadającym na rowery, mitów związanych z zakupem roweru. Chciałbym także omówić niektóre z czynności podejmowanych przez klienta po kupnie roweru, a które uważam za całkowicie pozbawione sensu. Chciałbym, aby po lekturze artykułu czytelnik szedł do sklepu świadomy swoich potrzeb, oczekiwań oraz możliwości, jakie daje kupno roweru w specjalistycznym sklepie. Zapraszam do lektury!

1. Nie ma rowerów „do wszystkiego”.

Często na pytanie sprzedawcy dotyczące przeznaczenia roweru, klient odpowiada „szukam roweru na każdą nawierzchnię, żeby sprawdził się dobrze w każdych warunkach…

Nie ma takich rowerów. Porządny sprzedawca zawsze stara się zbadać nasze potrzeby i zaproponuje rower najpełniej je zaspokajający. Staniemy przed wyborem: góral, cross, miejski. I na takie pytanie bądźmy przygotowani, ułatwi to nam zakup, a sprzedawcy pracę.

2. Nie ma rowerów za mniej niż 1000 zł.

Szanujący się sklep nie posiada w swojej ofercie takich rowerów. Nie ma możliwości wyprodukowania bezpiecznego, sprawnego roweru, który na półce będzie kosztował mniej niż 1000 zł (mowa o rowerach dla dorosłych). 1100 -1200 zł to minimum, jakiego powinniśmy się trzymać – od wszystkiego co tańsze radzę trzymać się z daleka, jeżeli chcemy mieć jako taką przyjemność z jazdy. W hipermarkecie kupimy w pełni amortyzowany rower za 400 zł. Będzie ważył 22 kilogramy, rozkręci się po 10 km, a żaden serwis nie przyjmie go do naprawy, bo naprawić się go po prostu nie da.

 

Jeżeli nie mamy 1000 zł na rower, kupmy używany, ale znanej marki. Zrobimy znacznie lepszy biznes!

3. Rower górski nigdy nie będzie komfortowym mieszczuchem.

Często szukając roweru swoje poszukiwania koncentrujemy na góralach, uznając je, dość słusznie, za rowery uniwersalne. Po przejażdżce stwierdzamy, że komfort nie jest taki, jakiego oczekiwaliśmy. Słychać narzekania, że musimy się pochylać, siodełko jest twarde, a rower ciężko toczy się po asfalcie. Otóż to są właśnie cechy górala! Jego główną cechą ma być łatwość pokonywania przeszkód terenowych oraz lekkość, a ta bierze się właśnie ze sportowej geometrii ramy oraz lekkich komponentów,takich jak np. twarde, ale lekkie siodło.

Na góralu zawsze zajmować będziemy pochyloną pozycję.

Góral został do takiej pozycji stworzony – umożliwia ona bardzo dobrą kontrolę nad rowerem w ciasnych zakrętach, ułatwia pokonywanie podjazdów dzięki nisko położonej kierownicy, a opory powietrza jakie stwarza nasze ciało są znacznie mniejsze niż w przypadku rowerów miejskich.

Moim zdaniem czynienie na siłę roweru górskiego rowerem komfortowym, poprzez popularne czynności, jak wymiana mostka na regulowany, aby podnieść kierownicę, wymiana siodła na szeroką, żelową kanapę czy co gorsza, kupno za dużej ramy wypacza sens i ideologię roweru górskiego – jeżeli szukamy czegoś wygodnego, kupmy rower crossowy lub miejski, górale zostawmy sportowcom.

4. Wezmę większą ramę, bo jest mi na niej wygodniej.

Rozmiar ramy to kluczowy element doboru roweru, zwłaszcza przy rowerach górskich. Bardzo często widzi się osoby na za dużych rowerach, rzadko zaś – na za małych. Dlaczego? Pisałem o tym w punkcie 3 – na za dużej ramie teoretycznie będzie wygodniej – kierownica będzie wyżej, rower wyda się stabilniejszy. Zgadzam się – do jazdy na wprost, po asfalcie, o jeden rozmiar za duża rama może być wygodna – siedzimy wysoko i pewnie. Zabawa psuje się jak wjedziemy w teren. Za duży rower nie jest ani zwrotny, ani bezpieczny. Mamy wrażenie, że to rower prowadzi nas, a nie my jego, a w dodatku w awaryjnej sytuacji, gdy przyjdzie nam zeskoczyć z siodełka, zawiśniemy kroczem na górnej rurze. O doborze rozmiaru ramy już wcześnie pisałem – o tu – także nie będę się powtarzał. Zwracajmy uwagę na przekrok, chodzi przecież o nasze bezpieczeństwo. Duża rama może popsuć całą frajdę z jazdy. Po czym łatwo poznać, że rama jest za duża? Sztyca podsiodłowa jest wówczas wysunięta na bardzo małą wysokość – 5 do 10 cm. Wówczas wiemy, że dany rowerzysta ma ramę za wysoką. Typowy góral, dobrze dobrany, powinien mieć wysoko wysuniętą sztycę, co bierze się z nisko położonej rury górnej:

rower Cube Reaction Pro - dawca części

5. Nie kupię tego roweru, bo ma dziwne opony (mostek, kierownicę, siodło).

Pamiętajmy, że rower nie składa się z luźnych elementów, pospawanych ze sobą na stałe. Nie skreślajmy wybranego roweru tylko dlatego, że nie do końca pasuje nam bieżnik opon, czy gięcie kierownicy. Producent takie a nie inne akurat komponenty zastosował w danym modelu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby się z nim nie zgodzić. Najważniejszy niech będzie napęd, rama, odpowiedni rozmiar, koła. Komponenty takie jak mostek, sztyca, kierownica możemy bardzo łatwo wymienić, kosztem 50 – 100 zł za sztukę. Niechciane elementy bardzo szybko sprzedamy na allegro – rynek części „z odzysku” jest bardzo prężny, tym bardziej w sezonie. Kupując poświęćmy więc najwięcej czasu wspomnianym elementom – ramie, napędowi i kołom – to drogi sprzęt, więc nie tak łatwo do wymienić. Resztę prędzej czy później dopasujemy do siebie, tworząc rower idealny, przynajmniej w naszym mniemaniu 🙂

6. Nie chcę hamulców tarczowych hydraulicznych – ciekną, psują się, są drogie w utrzymaniu.

Krótko – bzdura 🙂 Oczywiście zdarzają się wyjątki, wadliwe partie produktów itd. ale generalnie to jeden wielki mit. Dzisiejsze tarczówki, począwszy od często spotykanego w tańszych modelach Tektro Draco, to dopracowane konstrukcje. Nie ciekną, chyba, że zerwiemy przewód hamulcowy, np. w wyniku upadku. Drogie w eksploatacji – nie. Klocki nabędziemy już za 25 zł za parę (na jedno koło), płyn należy wymienić co 2 lata (50 zł), czyszczenie zacisków warto wykonać raz na sezon – można samemu, a w serwisie zapłacimy 50 – 100 zł.

Nie są to więc koszty kosmiczne, a przy pokonywaniu małej ilości kilometrów czynności serwisowe wykonujemy naprawdę rzadko. Oczywiście zdarza się np. zapowietrzenie hamulca – serwis odpowietrzy je nam za 50 – 100 zł, ale takie przypadki nie zdarzają się często. Sam jeżdżę na 5-cio letnich tarczówkach Formula Oro K-18, przebieg 18 tysięcy kilometrów i na pewno nie powiem, że ich eksploatacja była w tym okresie droga.

Oczywiście jeżeli nie mamy zamiaru jeździć w naprawdę ciężkim terenie, w błocie, deszczu i ogólnie ciężkich warunkach, tarczówki nie będą koniecznie. Są dość ciężkie, i jednak bardziej skomplikowane w także mocnych hamulcach typu V-brake. Wybór zostawiam Wam.

7. Czy większy rozmiar jest droższy od mniejszego?

Krótko – nie! Dany model zawsze kosztuje tyle samo, bez względu na rozmiar ramy!

8. Kupię ten rower, ale nie z tym twardym siodełkiem!

 

Odradzam wszelkie pochopne zmiany. Należy najpierw pojeździć trochę na siodełku, jakie zaproponował nam producent roweru. Wcześniejsze doświadczenia odstawmy na bok, pamiętając, że nasza pupa przyzwyczaja się z czasem do siodełka, i coś , co na początku wyda nam się twardą deską, potem może przynieść radość z jazdy.

Dodam także, że siodełko jest najbardziej indywidualną częścią roweru – każda pupa jest inna, każdemu co innego wydaje się wygodne. Mnie także, po krótkiej zimowej przerwie, podczas kilku pierwszych przejażdżek boli siedzenie – ale ból szybko mija. Nie podejmujmy więc pochopnych decyzji w sklepie, na podstawie pomacania siodełka palcami. Wypróbujmy je na kilku dłuższych dystansach, zakładam się, że większość z nich okaże się jednak wygodna!

To na razie tyle z tegorocznych obserwacji. Mam nadzieję, że dzięki lekturze tego wpisu z większą świadomością udacie się na zakupy rowerowe, oszczędzając nerwów sobie i sprzedawcy. Jak tylko coś mi się przypomni, dodam drugą część moich rowerowych obserwacji!

Krzysiek