Jakie klocki hamulcowe do tarczówek? - BikeStory.pl

Jakie klocki hamulcowe do tarczówek?

Hamulce tarczowe to już niemal standard w sprzedawanych obecnie rowerach górskich, a coraz częściej i crossowych. Nie mam tu na myśli oczywiście rowerów najtańszych, gdzie spotkamy hamulce V-brake. Ten typ hamulców widuje się także w rowerach z wyższej półki, ale tylko w przypadku, gdy jest to w pełni świadoma decyzja doświadczonego rowerzysty, który na podstawie swoich doświadczeń potrafi jasno określić, że hamulce V-brake wystarczą do jego stylu jazdy, oferując w zamian bardzo niską masę i prostotę w obsłudze i serwisowaniu. Coraz większa więc liczba rowerzystów staje co jakiś czas przed koniecznością wymiany wytartych okładzin, zwanych potocznie klockami. Oferta sklepów jest bardzo bogata – postaram się podpowiedzieć, jak dokonać właściwego wyboru.

Nasz rower dość wyraźnie zakomunikuje nam moment, w którym konieczna będzie wymiana klocków. Tępy szum, zgrzyt, chrobotanie – jakkolwiek by go nazwać, tego dźwięku, dochodzącego z okolic tarcz przy hamowaniu, nie da się przegapić. Wyjścia są dwa – prowadzimy cały rower do serwisu i liczymy na kompleksową obsługę lub też samodzielnie wyjmujemy klocki hamulcowe z zacisków i udajemy się do sklepu – zabranie starych klocków jest w tym przypadku bardzo ważne – mnogość podobnych do siebie modeli, zwłaszcza w przypadku hamulców Shimano sprawia, że bez przykładowej okładziny szansa na kupienie niewłaściwej jest bardzo duża!

Bez względu na wybraną metodę, usłyszymy zapewne pytanie: jakie klocki zakładamy? Nie chodzi tu o markę, choć ta też ma znacznie – są lepsze i gorsze. Z tych lepszych wymienić trzeba SwissStop, Clarks, bbb – te produkty nie powinny zawodzić. Ważniejszy jest natomiast rodzaj materiału, z jakiego wykonane są okładziny. Wyróżniamy 3 rodzaje klocków:

– organiczne (żywiczne)

– półmetaliczne

– metaliczne spiekane

Wybór konkretnego rodzaju niesie za sobą określone konsekwencje w tym bardzo ważnym aspekcie jazdy, jakim jest hamowanie. Zobaczmy, jakie są mocne i słabe strony poszczególnych rodzajów okładzin. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na wstępie dobrze jest poczytać wytyczne producenta naszych hamulców – być może ich specyfikacja wyklucza użycie niektórych rodzajów klocków.

Okładziny organiczne, zwane także żywicznymi, to raczej podstawowy produkt. Wykonane z dość miękkiego materiału zapewniają umiarkowaną siłę hamowania, która dostępna jest już od początku jazdy, na zimnych klockach. Ich oddziaływanie na tarcze hamulcowe nie jest mocne, nie będzie więc szybko konieczności wymiany tego elementu. Z zalet warto podkreślić przystępną cenę – kosztują od kilkunastu złotych za parę. Wady to np. bardzo szybkie ścieranie się okładzin podczas jazdy w trudnych warunkach pogodowych, np. w błocie. Może się zdarzyć, że nowe okładziny po prostu znikną po przejechaniu 100 km w błocie. Reagują dość miękko, ospale – miłośnicy hamulców typu „żyleta” będą w tym przypadku zawiedzeni.  Organiki najlepiej sprawdzą się u lekkich rowerzystów jeżdżących raczej rekreacyjnie.

Okładziny metaliczne spiekane – wykonane są z różnych stopów metali – twarde, odporne na ścieranie bez względu na  warunki pogodowe. Zapewniają świetną siłę hamowania, kosztem łagodnej modulacji. Klocki tego typu powodują szybkie zużywanie się tarcz, polecane są więc raczej do profesjonalnego zastosowania, gdzie na co dzień stosuje się tarcze najwyższej jakości. Wadą jest także przenoszenie wysokiej temperatury, jaka wytwarza się podczas hamowania na zacisk i płyn – jeżeli ten ostatni jest niskiej jakości, może dojść do jego zapowietrzenia lub krystalizacji kawałków plastiku (temperatury rzędu 900 stopni), co spowoduje znaczne zmniejszenie skuteczności hamulców. Okładziny metaliczne są też dość drogie – ceną za parę klocków może sięgać 100 zł. Przeznaczone są więc raczej do największych zapaleńców, u których wydatki na rower pozostają na szczycie finansowej piramidy 🙂

Złotym środkiem są, zdaniem wielu rowerzystów, okładziny półmetaliczne, które starają się łączyć najlepsze cechy omówionych wyżej produktów. Hamują dość dobrze, ale nie są żyletami. Zużywają się umiarkowanie szybko, choć, podobnie do organicznych, wolą raczej suche warunki. Najlepiej sprawdzą się w przypadku rowerzystów średniej wagi, którzy roweru używają w zróżnicowanym terenie, ale pozbawionym wielokilometrowych zjazdów. Pasują do znakomitej większości modeli hamulców tarczowych. Kosztują 30-60 zł za parę, czyli całkiem znośnie.

Najnowszym wynalazkiem są okładziny ceramiczne – pomysł zaczerpnięty zapewne z przemysłu motoryzacyjnego na razie nie ma szerokiego zastosowania, dlatego ciężko o konkretne zdanie i opinie w tej kwestii. Czas pokaże, czy to rozwiązanie przyjmie się w przypadku dwóch kółek.

Jak widać wybór na rynku jest spory – każdy znajdzie coś dla siebie – wyznacznikiem będzie preferowany styl jazdy, model posiadanych hamulców oraz oczywiście zasobność portfela. Przed zakupem warto poczytać trochę o posiadanych hamulcach lub po prostu zapytać brać rowerową o zdanie np. na forumrowerowe.pro .