Jesienne roztrenowanie - czy jest konieczne?

Jesienne roztrenowanie – czy jest konieczne?

Pojęcie roztrenowania, znane dotychczas głównie zawodowcom, coraz częściej pojawia się w ustach amatorów. Kryje się pod nim dłuższy okres czasu, kiedy intensywność treningów spada, a rowerzysta daje dzięki odpocząć organizmowi po wyczerpującym sezonie, zanim rozpoczną się przygotowania do kolejnego. Okres ten trwa zwykle 4-6 tygodni i przypada przeważnie na jesień – listopad i początek grudnia jest do tego wręcz stworzony. Zobaczmy, czy amator może zafundować sobie roztrenowanie i jakie będą konsekwencje takiego posunięcia.

Podczas roztrenowania należy zminimalizować ilość godzin spędzanych na rowerze. W listopadzie nie jest to trudne – o ile październik bywa ciepły i słoneczny, to w listopadzie raczej na pewno nadejdą smutne, zimne, ciemne i do tego mokre dni. To idealny czas aby odstawić rower w suchy kąt. Odpoczną mięśnie, stawy. Będzie okazja nadrobić zaległości filmowe i książkowe, a także towarzyskie. Co bardzo ważne – odpocznie głowa – psychika – przejechanie kilku tysięcy kilometrów na rowerze od marca do października może skutkować, i najczęściej skutkuje, solidnym przesytem rowerowym i kilka tygodni rozłąki pozwoli po prostu zatęsknić za jazdą.

Wielu rowerzystów nie rezygnuje z jazdy jesienią w obawie przed szybką utratą formy. Faktycznie, forma spadnie, ale jeżeli solidnie przepracowaliśmy kilka sezonów z rzędu, spadek będzie powolny i łatwy w odrobieniu. Po 4-6 tygodniach przerwy zauważalny będzie spadek w wydolności długodystansowej – pokonanie 100 km nie przyjdzie z taką łatwością, jak w pełni sezonu. Wynika to między innymi z obniżenia zdolności mięśni do przyswajania tlenu – zdolność tą trenujemy właśnie pokonując długie trasy – podczas jesiennej przerwy takich nie robimy, będzie więc trzeba tą stratę odrobić, ale nie będzie to trudne. Nie spadnie natomiast wydajność mięśniowych włókiem szybkokurczliwych – nasza zdolność do szybkiego pokonywania sprintów będzie po miesiącu niemal taka sama, jak przed przerwą. Podczas roztrenowania nie zapomnimy także jak dobrze siedzieć na siodełku, nie stracimy zdolności utrzymywania równowagi – to mamy zapisane głęboko w podświadomości.

Na pewno przerwa jesienna może przynieść więcej korzyści niż szkód. Mocno eksploatowany organizm musi po prostu odpocząć – dzięki temu wystartujemy do kolejnego sezonu z lepszego pułapu, co będzie idealnym podkładem do poprawy formy. Oczywiste są także korzyści zdrowotne wynikające z nienarażania się na niekorzystne warunki atmosferyczne – zimą łatwo o przeziębienie, szkodliwe wychłodzenie stawów, odmrożenia czy wreszcie o bolesny upadek i uszkodzenie cennego sprzętu.

Osobiście jestem za jesienną przerwą, ale także ogólnym zmniejszeniem rowerowej aktywności w miesiącach jesienno – zimowych. Nie mówię o całkowitej rezygnacji z roweru – tego sobie nie wyobrażam. Ja wykorzystuję ten czas np. na pływanie, na które szkoda mi czasu wiosną i latem – pływanie bardzo dobrze wpływa na cały organizm, angażuje niemal wszystkie większe grupy mięśniowe i korzystnie wpływa na układ oddechowy. Warto także pojawić się na siłowni – ćwiczenia całego ciała z umiarkowanie dużymi ciężarami wzmocnią mięśnie rzadziej używane na rowerze, dzięki czemu początek kolejnego sezonu rowerowego nie będzie szokiem.

Formą kontaktu z rowerem mogą być coraz popularniejsze zajęcia grupowe na rowerach stacjonarnych – indoor cycling, spinning. Nowoczesny sprzęt bardzo wiernie odwzorowuje opór, jaki stawia jazda na tradycyjnym rowerze, można więc solidnie zmęczyć się w ciepłym, suchym pomieszczeniu, w towarzystwie znajomych i dobrej muzyki. To bardzo dobry sposób na poprawę siły nóg – maksymalny opór, jaki generują dzisiejsze rowery stacjonarne, potrafi symulować najcięższe podjazdy, o jakich się Wam nawet nie śniło.

Krótka, 4-6 tygodniowa przerwa w pedałowaniu to zdecydowanie dobry pomysł. Możecie nazwać ją roztrenowaniem, jeżeli to pomoże w jej przetrwaniu. Ważne, aby była. Korzyści są bezdyskusyjne. Nie zapomnijcie tylko o powrocie – podczas przerwy metabolizm spada, a tkanka tłuszczowa odkłada się szybciej niż w sezonie 🙂