Czym zajmuje się UCI - Międzynarodowa Unia Kolarska? - BikeStory.pl

Czym zajmuje się UCI – Międzynarodowa Unia Kolarska?

Rower, jeden z najwspanialszych wynalazków człowieka i podstawowy środek transportu w wielu częściach świata, bardzo szybko przekształcił się w narzędzie rywalizacji – początkowo ścigano się w wyścigach ulicznych, z czasem przybywało aren zmagań sportowych i wyścigi rowerowe zagościły także na zamkniętych torach oraz na leśnych ścieżkach. Jak w każdej dyscyplinie, także i w tym przypadku szybko nastała konieczność określenia ogólnych ram, zasad rywalizacji, tak, aby każdy z uczestników miał na starcie równe szanse, a zawody były atrakcyjne dla publiczności. Głównym organem, sprawującym pieczę nad światem dwóch kółek jest powołana 14 kwietnia 1900 we Francji Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI – Union Cycliste International). Obecnie jej siedziba mieści się w Szwajcarii.

World Cycling Centre – Aigle, Szwajcaria

Niemal wszystkie dyscypliny sportowe mają tego rodzaju organ. FIFA (piłka nożna), FIBA (koszykówka), FIVB (siatkówka) to najważniejsze z nich. UCI zajmuje się całością kolarstwa – tak generalnie nazywa się wszystkie dyscypliny rowerowe, choć samo kolarstwo kojarzy się głównie z kolarstwem szosowym, torowym i przełajowym. Co ciekawe, aż do 1989 roku UCI oficjalnie uznawała właśnie te 3 odmiany kolarstwa. Dopiero po 1989 roku pod swoje skrzydła wzięła także kolarstwo górskie, downhill, bmx i inne sporty grawitacyjne, np. trial. Obecnie jedynie rywalizacja na rowerach poziomych nie podlega jurysdykcji UCI.

 

Głównymi zadaniami Unii Kolarskiej jest propagowanie kolarstwa na świecie, organizacja zawodów, badania antydopingowe zawodników, przyznawanie licencji zawodnikom i klubom oraz ustalaniem list rankingowych.

UCI czuwa więc nad prawidłową organizacją wszystkich oficjalnych zawodów, gdzie najważniejszym założeniem jest, aby wynik zależał w jak największej mierze od zawodnika, a nie od roweru.  Oczywiście nigdy nie będzie tak, że w danym wyścigu wszyscy uczestnicy pojadą na identycznych rowerach, co teoretycznie byłoby najbardziej sprawiedliwe. Rywalizacja sprzętowa jest także bardzo ważna, ale tylko wówczas, gdy określi się granice, w jakich może być prowadzona. I to właśnie jest najważniejszym zadaniem Unii. W opasłych zbiorach przepisów określa się precyzyjnie wytyczne dotyczące wykonania poszczególnych typów rowerów, które mają być dopuszczone do rywalizacji.

Definiuje się poszczególne typy rowerów. Rower szosowy może być nazywany szosowym i brać udział w wyścigach szosowych tylko wówczas, gdy proporcje rurek ramy w trójkącie tylnym i głównym mieszczą się w określonych granicach. Podobnie kształty przedniego widelca zostały precyzyjnie określone. Przepisy narzucają także, aby każda szosówka ważyła minimum 6,8 kg. Oczywistym jest, że w obecnych czasach buduje się rowery o wadze poniżej 5 kg, jednak nie zawsze są one bezpieczne, zwłaszcza przy zawodowym użytkowaniu, a także są drogie, a więc zarezerwowane jedynie dla najbogatszych drużyn. Gdyby nie było tego typu ograniczeń, wszystkie wyścigi wygrywaliby zawodnicy należący do 2-3 najlepiej sytuowanych teamów. Reszta graczy nie miałaby szans, dysponując gorszym sprzętem, ale i gorzej wytrenowanym zawodnikiem – nie jest tajemnicą, że najlepsi trenerzy nie pracują za darmo, a i warunki do dobrego treningu powinny być odpowiednie. Działania UCI mają te szanse wyrównać.

Podobne normy znajdziemy także dla rowerów górskich. Przekroczenie przez producentów wytyczonych ram może na przykład spowodować, że rower wyprodukowany jako MTB XC, po modyfikacji kątów w ramie, może zostać zaliczony do innej grupy, np. rowerów enduro.

Obecnie w związku z ogromnym wzrostem zainteresowania kolarstwem UCI ma pełne ręce roboty. Jednym z głównych zadań jest zwalczanie dopingu wśród zawodników – stosowanie przez kolarzy niedozwolonych środków jest niestety dalej dość powszechne, co nie wpływa dobrze na renomę dyscyplin rowerowych pośród opinii publicznej. Sytuacja delikatnie poprawia się po zakończeniu słynnej sprawy dopingowej Lance’a Armstronga – upór działaczy UCI był jak widać uzasadniony – nie ugięto się pod presją i praktycznie wymazano tego sławnego kolarza z kart historii kolarstwa. Kontrolerzy antydopingowi, którzy wpadają do baz kolarzy niezapowiedziani, w najmniej spodziewanym momencie, mają pełne ręce roboty, ale pozostaje mieć nadzieję, że dzięki tym wysiłkom łatka „nieuczciwej rywalizacji” zniknie z dyscyplin kolarskich na zawsze.

 

Pozostaje trzymać kciuki za utrzymanie pozytywnego kursu, jakim podąża obecnie Europejska Unia Kolarska. Nasza ukochana dyscyplina zyskuje coraz większe uznanie i popularność, przybywa zawodów i zawodników, a na wyścigach wśród kibiców widuje się całe rodziny, które w bezpiecznym środowisku mogą podziwiać najlepszych rowerzystów. Ostatnie, wielkie sukcesy polskich kolarzy, przyciągną, mam nadzieję, uwagę UCI, dzięki czemu będziemy mieli w Polsce coraz więcej zawodów na najwyższym szczeblu.